Pełny zapis rozmowy

Rozruch techniczny

Słychać nas? Słychać, widać? Chyba widać i słychać. Dajcie znać. Dajcie znać, czy nas słychać, czy widać. Pokaż. Jeszcze poogarnę tu. Dajcie znać. Ja potwierdzam. Na naszym drugim laptopie nas słychać i widać. Musisz mówić Werka trochę głośniej. Możesz patrzeć czy nie mówisz za głośno. Zawsze ja siedziałem na tym miejscu przy wszystkich kontrolkach i teraz się zamieniliśmy. Tak, dzisiaj się zamieniliśmy. Mówię, że głośniej. Dobra, będę mówiła głośniej. Ja się postaram nie odzywać. Poczekaj. We wszystkich technicznych sesjach gadałem. I gadałem, i gadałem, i gadałem, i gadałem, i gadałem. Ja dużo gadam. A za mało słychać mojej pięknej żony, więc... Czyli co? Nie chcesz nic mówić o Norwegii? No dobra. Nie. No dobra, to dzisiaj właśnie będziemy... To twój pomysł był tu przyjechać. Brzmiało jak zarzut. Nie, jest spoko. Nie, serio.

Ale to był Werki pomysł, tu przyjechać. Tak, to jest prawda. No dobra. To co? Może zaczynamy?

Wstęp i pierwsze wrażenia

To będziemy dzisiaj mówić głównie o Norwegii. Jesteśmy już tutaj drugi miesiąc. Jeszcze co prawda miesiąc przed nami. I to w zasadzie samo, samo południe. Ale tak szczerze, przynajmniej ja mam takie odczucie, że chyba to co najlepsze już zobaczyliśmy. Zostało nam południe. Zostało nam południe. Zostało nam południe. Jedziemy z północy, z samej, samej północy. No i oprócz takich kilku rzeczy, co już chyba wydaje mi się, że Norwegia nas nie zaskoczy. Przynajmniej takie mam wrażenie. Zobaczymy. A Ty? Jak? Jak to czujesz, że jeszcze miesiąc nam został? Co prawda ostatnio sprawdzaliśmy sobie taką bucket list, co musimy zrobić. I zmniejszyliśmy ze stu rzeczy, które musimy jeszcze zrobić. Ze stu trzydziestu rzeczy. Ze stu trzydziestu rzeczy. Nie było co jeszcze musimy zobaczyć. To było łącznie z tymi rzeczami na północy. Okej, no tak. No.

Sto nam ile? Trzydzieści? No trzydzieści. I większość z tych rzeczy jest na dole. Ale nam się tu już od kiedy minęliśmy Trondheim, to już nam się troszeczkę mniej podoba mi się wydaje. Jest więcej ludzi, mniej pusto, a na północy Norwegii było po prostu rewelacyjnie. Tak mniej więcej od Nordkappu aż do Lofotów było po prostu ekstra. Mimo że byliśmy tam w lipcu, a lipiec to jest szczyt norweskiego sezonu. W tym momencie już jest po sezonie. Już dzieci w Norwegii wróciły do szkoły, także... Tak, będziemy właśnie o tym mówić. To może już przejdźmy do naszej prezentacji. No właśnie, a propos planowania trasy. Może od razu już wyprzedzę ten punkt jako najlepszy czas przyjazdu, tak jak Mateusz już wspomniał. Już jest w Norwegii po sezonie. I to już widać, słychać i czuć. Dzieciaki zaczynają swoje wakacje w połowie czerwca do połowy sierpnia.

Byliśmy na kempingu akurat na kilka dni przed rozpoczęciem ich roku szkolnego. No i już ten właściciel tego kempingu, kiedy zadaliśmy pytanie, do której możemy zostać, powiedziałeś, że mu już wszystko jedno. Bo sezon się skończył. No i to widać tak naprawdę. Bo ich największy szczyt zwiedzania własnego kraju czy wakacyjnego czasu to jest właśnie lipiec. I w tym szczycie, tym najgorętszym czasie byliśmy na Lofotach. I to było widać. A teraz już tych kamperów jest zdecydowanie mniej. Zostali tylko najwytrwalsi albo ci z późnym urlopem. No i Niemcy. Niemcy są zawsze. Nie? Nie? No dobra, ale to tak przeskoczyłam.

Planowanie trasy i sezon

Bo może zacznijmy od tego, że trzeba zaplanować jak się do tej Norwegii dostać. Mówimy tu o trasie z Polski do Norwegii. Mamy trzy opcje tak naprawdę. Tu już każdy sobie wybierze sam, która jest dla niego najlepsza pod względem czasu, pieniędzy, przejechanych kilometrów. I jak to w ogóle zaplanuje. My zdecydowaliśmy się na podróż przez kraje bałtyckie. Przez kraje bałtyckie niby trochę lądem, ale był tam fragment promu między Tallinnem a Helsinkami. I mówię, tam chyba 5-6 dni zajęła nam cała podróż i już byliśmy w Nordkappie. Na Nordkappie, ale ciągle, cały czas jechaliśmy. Chyba jeden dzień mieliśmy takie przerwy, gdzie rzeczywiście spotkaliśmy inną ekipę vanlife'ową i trochę odpoczęliśmy i trochę pozwiedzaliśmy. No ale to były głównie takie kraje tranzytowe, żeby jak najszybciej do tej Norwegii się dostać.

A dlaczego się jak najszybciej dostać, to powiemy potem. No i co jeszcze? Jest oczywiście najbardziej popularna opcja, czyli prom. Promy mamy aż trzy miasta w Polsce, które mają bezpośrednie połączenia ze Szwecją. Ale to o tym też za chwilkę powiemy. No i jeszcze ostatnia, chyba najmniej popularna z tego co zauważyliśmy, chociaż my się nad nią zastanawiamy nad powrotem. No to jest trasa lądowa przez, w naszym przypadku to byłyby Niemcy, Dania, Szwecja i Norwegia. Bo mamy połączenie mostem między Danią a Szwecją. Jest to płatne połączenie. No właśnie tego się nie spodziewaliśmy, nie zupełnie. Bo planowaliśmy pojechać w ogóle stronę tą trasą, żeby nie być zależnymi od promów. Na promy trzeba przyjechać wcześniej, trzeba czekać, trzeba być w konkretnym dniu i czasie. To jest delikatnie upierdliwe. I my jeszcze mieliśmy małe pieski.

Nie jakoś strasznie, ale jest delikatnie upierdliwe. Tak, z psami na promach też jest troszeczkę trudniej. W każdym razie myśleliśmy, że ten most jak to most, zwykły most, idziemy i tyle. A tu się okazuje, że nasz zestaw z przyczepką kosztował chyba prawie 1200 zł za przejazd oboma mostami w jedną stronę. Także fortunę, za krótszy samochód jest znacznie taniej, ale nadal to jest kilkaset złotych, a nie jakieś drobiazgi. Osobówka chyba dwa mosty przejeżdża za mniej więcej 300 czy 400 zł. Więc to też nie jest coś bardzo taniego. Ten most jest w sumie porównywalny do ceny promu, jak się złapie w dobrym czasie. Nasz prom z Tallinna do Helsinek kosztował 1400 zł, bo kupowaliśmy go późno. Dało się go kupić za jakieś 1100-1200 zł z psią kabiną i... Tak, my go kupowaliśmy dzień przed. I z naszym zestawem, tak.

A promy ze Świnoujścia też są w podobnej cenie, pomimo, że płyną znacznie dłuższą drogę. Nie wiem dlaczego. Takie są po prostu ceny. No i też trzeba... No ale to o promach jeszcze porozmawiamy, bo mamy osobny slajd. No ale prom to trzeba już... No nie róbcie tak jak my dzień wcześniej, chociaż popularność z połączenia Tallinn-Helsinki jest znacznie mniejsza niż na przykład, nie wiem, Świnoujście, Trelleborg. Także no z tego co słyszeliśmy to większość osób rezerwuje sobie z rocznym, półrocznym wyprzedzeniem te połączenia, więc nie róbcie tego na ostatnią chwilę. Raczej to trzeba już sobie zaplanować. My tego planowania nie chcieliśmy. W zasadzie to jeszcze tydzień przed naszym wyjazdem... Nie, kłamię was.

Dzień przed naszym wyjazdem rozchorował nam się pies, więc my dobrze byliśmy niezależni od tego promu, bo mogliśmy spokojnie przeczekać kilka dni dodatkowych w Polsce, nie bojąc się, że nam będziemy musieli przebukować bilety i różne takie. Więc po prostu wyjechaliśmy kiedy pies ozdrowiał i po prostu spokojnie, trochę szybszym, ale na spokojnie jechaliśmy wiedząc, że ten prom tam będzie. Bo myślę, że tak nie pozwolilibyśmy sobie na Świnoujście, Szwecję i tak dalej. No tak, tak, tak. Świnoujściu jest zdecydowanie ciężej w szczególności dorwać psią kabinę. Myślę, że miejsce na promie to by się znalazło, ale psią kabinę już niestety niekoniecznie. A jeśli chodzi o Helsinki, Tallinn to jest zdecydowanie częściej te promy pływają.

Można praktycznie na doskok z dnia na dzień przypłynąć, no bo to jest połączenie, które trwa dwie, czy tam dwie i pół godziny w jedną stronę, a nie osiem. Więc siłą rzeczy te promy, jeden prom jest w stanie kilka razy obrócić jednego dnia. Tak, tak, to prawda. No i jeszcze może do tego najlepszego czasu przyjazdu, tak jak mówiłam, no ten X sezon to jest zdecydowanie wakacyjny. Ale no mamy, znamy ludzi, znamy ekipę, które uważają, że najlepszy czas przyjazdu do Norwegii to wręcz nie jest szczyt sezonu, tylko zima. Czyli łapanie zorzy i w sumie to gdybyśmy mieli lepiej przygotowanego zimowego kampera, to myślę, że byśmy rozważali przybycie tutaj. Przepraszam, co mamy źle zaplanowanego? Zamarza nam woda. Gdzie ci zamarza woda? W którym miejscu? Co ty wymyślasz? W tyłu. Od kiedy? No zamarzła nam woda jak byliśmy...

Zamarzła jak nie mieliśmy ogrzewania, jak pierwszy raz go testowaliśmy, przecież teraz mamy tam ogrzewanie. No jak byliśmy w gorącym potoku? No. No dobra, to nie... Dobra, to nie czas i miejsce na dyskusję, nie zamarza nam woda. Ale zamarzła nam woda, a... Raz jak jeździliśmy kamperem przez pierwszy miesiąc. Okej. Po budowie. To prawda. No ale myślę, że będziemy kiedyś rozważać łapanie zorzy i kampera. Tylko nie wiem, czy jesteśmy przygotowani na te wymagania, które trzeba spełnić w zimie, a tych wymagań jest troszkę. Na pewno trzeba brać pod uwagę, że Norwegia ma dość drogi w dość kiepskim stanie. Są takie dość wąskie, są kręte, kręte. Myślałam, że na północy będzie więcej takich trudniejszych dróg, a to jednak okazuje się, że wszystkie kręte drogi zostały... Są przed nami na południu. No i to widać, są te serpentyny.

Nawet nie mówię tutaj o tej słynnej drogi, Drodze Trolli. Po prostu tutaj jest dużo tych serpentyn. I w zimie jest wymagane posiadanie łańcuchów. Kolce to obowiązkowe są dla samochodów w kategorii... znaczy dla ciężarówek, ale każdy samochód musi mieć łańcuchy w trakcie zimy. To też trzeba mieć to na uwadze. Kolce to takie specjalne opony z kolcami tak jeszcze. Tak. I to muszą mieć ciężarówki z tego, co wyczytaliśmy. Więc my po prostu musielibyśmy mieć same łańcuchy. No nie wiem czy jesteśmy na to gotowi. Mamy łańcuchy. Przecież mamy ze sobą łańcuchy nawet. Wiem, że je mamy. Ale czy byśmy chcieli nimi jeździć i się bali? Niekoniecznie. Ja właśnie chyba też nie. Nasz kamper jest dość ciężki i nie ma napędu na... Ma napęd tylko na przednią oś. To nie jest takie hop-siup podjechać pod stromą górkę, co dopiero w zimie.

Także myślę, że to nie byłoby bardzo komfortowe dla nas. Ale no nie trzeba pchać się też w góry. Na północy rzeczywiście jest stosunkowo płasko. Zdecydowanie większa część gór jest na dole. Takie, że jest góra na górze i czasami nie ma po prostu innej drogi jak przejechać przez trochę tych serpentyn. A na północy nawet jeśli są te góry to zazwyczaj droga jedzie wokół góry albo przez górę tunelem i rzadko się wjeżdża bezpośrednio na górę. Tak, tak. To prawda. Co jeszcze możemy powiedzieć?

Formalności i przepisy drogowe

Dokumenty i formalności przed wyjazdem, no to trzeba powiedzieć, że Norwegia nie jest w Unii, ale mamy jak najbardziej bez żadnych wiz. Mamy swobodną możliwość wjazdu na teren ich kraju. Bo jest właśnie w strefie Schengen. Jedyny przepis to kiedy chcemy być w Norwegii dłużej niż trzy miesiące to musimy się uśmiechnąć i przywitać w jakimś pobliskim, jak to nazwać? Posterunku policji. Tylko zgłosić pobyt. Tak, nic więcej. To może nas czekać jeśli rzeczywiście przekroczymy te trzy miesiące, ale to na razie, na razie nic na to nie wskazuje, no ale to jest po prostu jedyny wymóg. Tak i to tylko w przypadku ciągłego pobytu. Wystarczy wyjechać na chwilę na przykład do Szwecji i czy do Finlandii i to już liczy się od nowa. Tak, to się zaczyna jakby resetuje się ten czas.

Tak, więc wydaje nam się, że wyjedziemy tuż przed tym jak minie trzeci miesiąc, bo jeszcze musimy wrócić do Polski. Tak, jeszcze kawał drogi przed nami, już coraz bliżej, ale nadal daleko. W kwestii przepisów drogowych, no to nie wiem, chyba nic żadnej... Nie wymyślimy nic nowego. Wszyscy wiemy, że w Norwegii są bardzo wysokie taryfikatory mandatów. Z tego co widzieliśmy, ja szczerze mówiąc widziałam więcej fotoradarów, czy takich... pomiarowych tych prędkości, jak to się nazywa? Tych... Odcinkowych właśnie pomiarów prędkości, aniżeli samej policji. Ale no nikt nie chciałby dostać, jak już wróci do Polski, jakiegoś mandatu do opłacenia. Co jeszcze? Dużo jest ograniczeń prędkości. 80 km na godzinę i to praktycznie non stop. Oczywiście w terenach zabudowanych to ograniczenie jest do 40-50. Co jest najbardziej absurdalne?

To jest dość bogaty kraj, ale ma tylko jedną autostradę, po której można jeździć tylko 100 km na godzinę. My i tak nie próbujemy, bo mamy dość duży zestaw, więc nas obowiązują przepisy do 80 km, ale też jak patrzymy po Norwegach, to oni raczej jeżdżą spokojniej. Żeby nie było, też jesteśmy tuż poniżej Trondheim, więc cała ta Norwegia, najgęściej zaludniona, Bergen, Oslo i tak dalej, jest jeszcze przed nami w stronę południa. Tam jest coraz więcej autostrad, tam jest zdecydowanie więcej pasów ruchu, ale tak na dobrą sprawę aż do Trondheim z Nordkappu. Autostrada, w sumie to jest droga kategorii europejskiej, droga E, to nie jest autostrada, ale wszyscy mówią na nią autostrada, ma jeden pas ruchu, zazwyczaj bez pobocza. Więc to naprawdę nie jest szeroka droga, nie jest duża droga, wygląda jak polska droga krajowa.

Ta cała duża, polecana przez ludzi i chwalona infrastruktura jest jeszcze przed nami na południu. A na północy po prostu te drogi nie są szerokie, są wręcz wąskie i przez większość czasu jest ograniczenie do 80, czasami nawet do 60 km na godzinę. Więc my nawet jadąc z przyczepką nie blokujemy specjalnie ruchu.

Przerwa techniczna

Możecie dać nam znać, czy nas w ogóle dobrze słychać, bo notorycznie nam się świeci na czerwono, że mamy słabe połączenie. Chociaż jak ja sprawdzam tutaj na bieżąco, to chyba nas słychać w miarę ok. I z tego co widzę mamy cały czas internet, ale dajcie znać. Tak, czy nas widać i słychać? No dobra. Ja może w międzyczasie spróbuję nas przełączyć na inne źródło internetu. Niestety stoimy na Starlinku właśnie między dwoma górami i niestety te góry, jakbyśmy nie stanęli, przesłaniają część nieba, większą część satelitów. Słychać i widać. Słychać i widać cały czas. No dobra. No to super, bo się trochę martwiliśmy. Specjalnie stanęliśmy na kempingu na ten webinar, a okazało się, że tutaj jest zasięg gorszy niż... Właśnie, że tak, że jest gorszy niż zupełnie na dziko, bo jest po prostu między dwoma bardzo wysokimi górami.

I antena jest zasłonięta, przysłonięta przez ten... przez górę. Dobra, może na sekundę nas przerwać. Ja sobie spróbuję rozłączyć się ze Starlinkiem i wrzucić się na... hej? I jest. Mamy nadzieję, że... Nadal widać i słychać. Mamy nadzieję, że teraz będzie lepiej. OBS nam pokazuje w tym momencie, że mamy mniej urwanych klatek w naszym streamie. Tak, no dobra. Więc miejmy nadzieję, że póki się to nie zmieni, będziemy musieli poprawiać jeszcze raz. Jesteśmy przygotowani na takie przypadki źródeł internetu. Mamy przynajmniej trzy w tym momencie. Licząc nasze telefony to pięć. Korzystamy z tych bardziej stabilnych z antenami na dachu, jak ze Starlinka, czy z anteny właśnie 5G/LTE. Teraz się przyłączyliśmy właśnie ze Starlinka, który musiał ewidentnie urwać sygnał na jakiś czas.

On potrafi na kilkadziesiąt sekund stracić sygnał prawie do zera właśnie. Jak satelita wejdzie za jakiś obiekt, no to mamy górę. Dobra, koniec dygresji. Jedziemy dalej. Tak, jedziemy dalej.

Promem z Polski

No to przejdźmy do... Tak naprawdę najważniejszej to, no to tak jak mówiliśmy, ta przeprawa promem. Najbardziej popularna jest chyba najłatwiejsza. Logistycznie może nie. Chociaż to zależy jak ktoś porównuje ogarnięcie przeprawy, aniżeli jechać kilka dni. No ale to już we własnym zakresie trzeba się zastanowić. Ale no po prostu wjeżdżamy, zostawiamy kampera, odpoczywamy za kilka godzin, pojawiamy się już w innym kraju. No a tutaj zaznaczyliśmy najbardziej popularne połączenia. No to wiadomo, że Świnoujście to jest ta Trelleborg Ystad? To jest chyba najbardziej popularne Trelleborg Ystad. Nie wiem czy to dobrze wymawiamy. Ja też nie wiem. W każdym razie tam się płynie koło 8 godzin, także akurat można sobie wybrać taki rejs, gdzie można się wyspać. No i nie dość, że nie zużywamy paliwa, to nie zużywamy własnej energii.

Więc to jest naprawdę ogromny plus. I jeśli by jechać samochodem, bądź niewielkim kamperem, bo do 6 metrów nasz kamper ma 6,40, więc już nie jest traktowany jak osobówka. Jest też różnie z wysokością, ale w ogóle są niższe ceny mniej więcej do 6 metrów. Na większości promów, ja nie mówię tutaj o tych konkretnie, bo tym akurat nie płynęliśmy, ale też to się liczy, tyczy promów w samej Norwegii. Więc jeśli nie macie też piesków, bo z pieskami też jest trochę zamieszania na promie, trzeba w zależności od przewoźnika, albo trzymać je cały czas przy sobie na smyczy. Nie można do niektórych miejsc wchodzić. Czasami można zostawić je w samochodzie, ale zazwyczaj to nie dotyczy takich długich rejsów.

Na rejsie, który my płynęliśmy z Tallinna do Helsinek, można było je zostawić w samochodzie, ale nie można było tam wejść z powrotem do tego samochodu przez 2 godziny całego rejsu. To jest chyba wspólny czynnik wszystkich tych promów, jest zakaz zejścia do samochodu, do kamperów. Ludzie nie mogą tam być, ale zwierzęta mogą tam przebywać, ale to jest pod pokładem, jest ciemno, warczy silnik i nasze pieski by się niesamowicie przestraszyły. Ale są też zwierzęta, które sobie radzą z czymś takim bez problemu, także to zależy po prostu od waszego zwierzaka. Myśmy wybrali takie połączenie, żeby była po prostu nawet na te 2 godziny, kabina dla psów, w której mieliśmy własną przestrzeń, bez innych ludzi, żeby psy się nie stresowały, nie czekały na wszystkich dookoła. I tak dalej to było super.

I takie opcje też są w połączeniach właśnie z Polski do... Tutaj mamy. Tutaj właśnie ta, o której Mateusz mówi. Kabina dla psiaków, to ona nie jest niczym wyjątkowa, po prostu jest po prostu przygotowane. Panie, które przyjdą posprzątać, wiedzą, że będzie wszędzie sierść, no bo jak widać te psy czuły się dość swobodnie w tej... Nie miała wykładzin, miała sztuczną podłogę, żeby łatwiej się... A, rzeczywiście, żeby było odkurzać. W razie jakby pies miał awarię, to też żeby było łatwiej sprzątnąć. Tak, tak, to prawda. I było specjalne miejsce dla psów, gdzie pieski mogły sobie odbyć swoją toaletę niezbyt... Tak. Mów, mów, ja miałem nie mówić. Tak, ogółem takie promy są przygotowane na czworonożnych towarzyszy podróży. To już... Może nie będę tego... O może puszczę, po prostu tu jest specjalnie przygotowane, to trzeba było podnieść i...

Tam był piasek. I tam był piasek, tak. I śmierdziało. No to nie było przyjemne, ale no pies... Nasze z tego nie korzystały, więc nie wiem. Bo to tylko dwie godziny, ale przy ośmiu godzinach, no to raczej byłby obowiązek. Tak. Nie wiem, czy by chciały z tego korzystać, ale no nie miałby innej opcji, więc myślę, żeby przeanalizowały sytuację i jednak by z tego skorzystały. No ale jak widać, no to jest super przyjazne. Zresztą całe takie promy są na tyle szerokie i jakoś tak... Czy promy ogółem są te promy, które zabierają samochody na dłuższe trasy po Morzu Bałtyckim są po prostu gigantyczne. To są wielkie statki, na które wjeżdża kilkadziesiąt tirów swobodnie, czy ciężarówek, samochodów. To naprawdę może być mnóstwo. No i na tym statku jest wszystko. Jest wiele restauracji. Na statku, którym płynęliśmy, płynęliśmy bardzo nowym statkiem.

Miał dwa lata, czy trzy lata od kiedy został w ogóle wcielony do tej linii, którą płynęliśmy. I ten statek miał dwupiętrowy sklep. Tam bardzo dużo Finów chyba korzystało z tego, że można kupować alkohol na wodach międzynarodowych. Nie płacąc chyba akcyzy, bo byli ludzie, którzy ewidentnie weszli na statek tylko, żeby zrobić zakupy w tym sklepie. Nawet była specjalna sekcja na tym promie, poziom parkingu, który był mniejszy i nie dało się tam wjechać kamperem, bo był niższy, ale był tuż przy tym sklepie i tam się dało wchodzić do samochodu właśnie jako wyjątek. Za dopłatą, żeby można było od razu te zakupy ze sklepu wnieść do samochodu. Także te promy są naprawdę dość luksusowe.

Nawet jak się wybierze starszy prom, to może będzie tam troszeczkę brzydziej, mniej fancy, ale swobodnie człowiek nawet nie mając kabiny na tych wszystkich lożach się pomieści, czy nawet się zdrzemnie, myślę, że bez najmniejszego problemu. Tak. Tutaj przygotowałam... No, o, tu mamy... Po prostu chodzi mi o to, że to jest tak proste. Te promy wypływają raz dziennie, codziennie, a niektóre nawet kilka razy dziennie. I żeby w ogóle zarezerwować, no to jest po prostu... Wpisujemy tylko, nie wiem, tutaj ile jest osób dorosłych, jaki pojazd, długość pojazd, no bo to jest wymagane, powrót i inne dane, no, no, psiaki tutaj też jest. Więc ogółem to jest już... Nie wiem, dla mnie to zawsze było takie, że Jezu, to będzie tyle rzeczy, taki stres. A Norwegia to wrzuciła na taki poziom i w ogóle już te kraje... Właśnie to nie jest Norwegia.

Ja wiem, że to nie, ale mi chodzi o to, że to już jest taki, jak dla nas autobus. To jest po prostu przewoźnik z jednego miejsca do drugiego i załatwić sobie bilety to kilka, dosłownie kilka minut. Tak jak my to zrobiliśmy na trasie Tallinn-Helsinki, kilka minut już wiedzieliśmy, że że następnego dnia rano będziemy mogli wypływać, więc... Bardzo szybko można to wszystko kupić i załatwić. Tylko trzeba pamiętać, że kabiny dla psów rozchodzą się jak świeże bułeczki i to trzeba mieć na uwadze. I to tyle. A i jeszcze mogę dodać, my co prawda tego nie mamy, bo nie mamy gazu w kamperze, ale są zupełnie inne zasady i przewoźnicy mogą wymagać... Znaczy na pewno trzeba powiedzieć, zadeklarować, że tak, mam w kamperze gaz. Z tego co się zorientowałam, no to jest wymagane oczywiście zabezpieczenie i zakręcenie tego gazu i jedyne co, to może dostać...

Możemy dostać taką naklejkę do przyklejenia na kampera. W miejscu, w którym jest butla. Tak. I w zasadzie to tyle, więc to też już jest tak raz, dwa, trzy i... Raz ogółem trzeba zakręcać na każdym promie. Nawet na takich małych, lokalnych promach, co płyną 15 minut w Norwegii też jest taki obowiązek. Powinien być zakręcony. Tak, ale to nie bójcie się, że zapomnicie, są po prostu takie wielkie etykiety przypominające. Przypominające, tak. Także to też jest, to nie jest żaden stres ani nic z tych rzeczy.

Przydatne aplikacje

No i co jeszcze zanim w ogóle dojedziemy do Norwegii, trzeba się zaopatrzyć w przydatne aplikacje. Tutaj mamy kilka, z których my korzystamy praktycznie cały czas. No Park4night'a nie wiem, czy muszę komuś przedstawiać, chyba nie. Wszyscy wiedzą, jak on wygląda, jak on działa i... Może tu warto dodać, że na Park4night'a, o ile na przykład na zachodzie Europy rzeczywiście praktycznie każda najdrobniejsza miejscówka jest zaznaczona. Tak. To jeśli chodzi o Norwegię, to naprawdę mnóstwo miejsc nie jest zaznaczonych. W ogóle. I... O, Park4night nas znowu wylogował. Tak, ale chodzi mi o to, że w takim małym tutaj obszarze jest tego bardzo dużo, a prawda jest taka, że tego jest znacznie więcej, po prostu... Bo w Norwegii można stanąć na każdej zatoczce, na każdej... Zgadza się.

Na każdej rest area, przy drodze, a mają do tego inne podejście niż w Polsce. Nie robią takich dużych miejsc obsługi podróżnych, jak u nas, że McDonald's, że wielki betonowy plac. Raczej te place są znacznie mniejsze, czasami naprawdę malutkie na dosłownie 3-4-5 samochodów, ale są bardzo często. I na Park4night przynajmniej połowy ich nie ma, jak nie większej części ich nie ma, więc po prostu można jechać po drodze i znaleźć coś. I będzie tam mniej ludzi niż na tych miejscówkach, które są na Park4night. Oznaczone, tak. I rzeczywiście te najładniejsze najczęściej na Park4night są, więc tutaj warto na to zwrócić uwagę, że trzeba podchodzić do tego tutaj z delikatnym dystansem. I miejscówki w Norwegii są bardzo źle pooznaczane, jeśli chodzi o kategorie.

Bardzo często coś, co jest oznaczone jako parking, gdzie w Europie Zachodniej od razu możecie się spodziewać, że to będzie bezpłatna miejscówka, jest na przykład płatną miejscówką. Coś, co jest oznaczone jako camperpark, gdzie spodziewacie się z serwisu, się okazuje po prostu płatnym placem z udeptaną ziemią. I to jest... nie wiem dlaczego tak jest, ale rzeczywiście jest to po prostu bardzo chaotycznie tutaj pozaznaczane. Warto czytać komentarze. Przynajmniej my się sugerujemy już, głównie chyba komentarzami, tak mi się wydaje. No dobra, chyba można iść dalej. Tak.

Drogi płatne i AutoPASS

Chyba najważniejsza rzecz, co trzeba zrobić przed wyjazdem, bo to jedyna rzecz z tych aplikacji, którą trzeba zrobić przed wyjazdem, jeśli chce się to zrobić, to w Norwegii jest system dróg płatnych. I w Norwegii wszystkie drogi płatne są zautomatyzowane, czyli są kamery, które sczytują wam rejestrację. Tak. I nic nie musicie robić, przyjdzie Wam faktura do domu. I to zupełnie serio. Bez żadnej kary, bez niczego normalnie przyjdzie Wam faktura do domu i musicie ją opłacić. Więc po prostu po podróży czekacie sobie, nie wiem, miesiąc czy coś takiego i przychodzi na adres rejestracji samochodu. I normalnie trzeba ją zapłacić, tyle. Tak. I kilka osób znamy, że tak robią, po prostu sobie jechało i po prostu... Było to tutaj nawet w Tromso. Był parking i my szukamy, jak tutaj można za to zapłacić, gdzie aplikacja, gdzie jakieś ten...

parkomat, a Ty po prostu jak zagadałeś do tych ludzi, to oni powiedzieli, że po prostu za miesiąc, dwa przyjdzie do nich faktura za ten parking. A tak, tak, tak. I oni się tym w ogóle nie przejmowali. Dokładnie, dokładnie. No bo to przyjdzie. Tak wygląda. Chociaż za parkingi płacicie aplikację, o której tu akurat nie wymieniliśmy, EasyPark. Bo to każde... albo to mała taka metropolia ma własny, albo obszar ma swój własny, a to jeszcze jakieś mariny to mają własne. Jeszcze są parkingi właśnie w marinach, aplikacja GoMarina. Tak. Jest aplikacja EasyPark i jeszcze Park coś. SmartPark był w Trondheim, w Oslo będzie coś jeszcze innego.

Aplikacje raczej są oczywiste, tak jak w polskich miastach, każde miasto ma jakąś tą aplikację do płacenia, wystarczy sobie w Google wpisać, ale ogólnopolski, ogólnonorweski system to jest AutoPASS i AutoPASS to jest system rządowy, ale to nie jest usługodawca. AutoPASS ma wiele różnych usługodawców, czyli prywatne firmy, które mogą Wam wynająć, bądź sprzedać, bądź dać za darmo właśnie takiego taga, którego tutaj mamy. My nawet go mamy, o tu dokładnie. Nie wiem czy go widać. Teraz go będzie widać. Widać go? To właśnie może daj tę dużą kamerę. Pokaż. Bo tutaj widać tylko prezentację. No to jest takie coś. Myślę, że w Polsce też są takie tagi. Tu jest taki rzep, żeby można go było przyczepić i odczepić na szybę. Trzeba go mieć po prostu przy szybie i on identyfikuje samochód właśnie na drogach.

I działa to o tyle fajnie, że w zależności od usługodawcy w tym AutoSyncu my płacimy 20 koron. Korona to jest mniej więcej jedną trzecią złotówki, więc jakieś 7 złotych miesięcznie opłaty za tego taga. Taki abonament, tak. Jeśli przestaniemy go używać to możemy po prostu wyrzucić to urządzenie i przestać płacić te 20 koron. Alternatywą jest kaucja, u innego dostawcy jest kaucja zwrotna 200 koron. Czyli odsyłacie tego taga i oddają wam te 200 koron. Tak słyszeliśmy i tak widzieliśmy, ale zdecydowaliśmy się na niego. Ładną stronę internetową miał i przyjemną obsługę klienta. Rzeczywiście pisaliśmy tam kilka razy i działało. Rzeczywiście nam na bieżąco odpowiadali i tłumaczyli co i jak. Tak, strona też jest po angielsku. No i co najważniejsze z tych informacji to dowolna subskrypcja u dowolnego dostawcy ma te same zasady.

Czyli jest 10% zniżki na wszystkie przejazdy. I to jest fajne, ponieważ te 20 koron, które my płacimy za tego taga to się zwraca przy pierwszym lepszym przejeździe. Działa to też na promy. Działa to na wszystkie tunele, wszystkie autostrady i wszystkie promy w Norwegii. Więc po prostu nic więcej nie musi was interesować. Nie musicie się nawet zastanawiać czy płyniecie jakimś nowym promem, czy starym promem w środku niczego. Bo się zdarzają, że stare terminale promowe nie mają tych czytników do tych tagów. Wtedy pracownik wam normalnie robi zdjęcie tablicy rejestracyjnej smartfonem i to też się pojawia w tym systemie. Wszystko jest w jednym miejscu. Przychodzi to z opóźnieniem maksymalnie dwudniowym. Możecie też sobie na bieżąco na stronie internetowej sprawdzać ile za co zapłaciliście.

I czy to się wszystko zgadza, czy te zniżki są przyznane. Też będziecie wiedzieć ile po prostu wam przyjdzie ta faktura i też raz na trzy miesiące, bo po przekroczeniu pewnej kwoty przychodzi faktura. Jedyny minus, no spodziewałem się, że tu się wpina kartę i samo pobiera z karty, a trzeba normalnie ręcznie robić przelew w koronach na norweskie konto. Co nie jest jakimś gigantycznym problemem, ale jest troszeczkę upierdliwe jak za korzystanie z jakiejś takiej usługi. No i tak, no 10% zniżki jeśli chodzi o drogi to to nie jest dużo, można to olać. Jeśli chodzi o promy to już się opłaca, bo prom przeciętnie kosztuje około 100 koron dla osobówki, a dla naszego strasznie długiego zestawu jest już bardziej 300 koron. Więc pojedyncze te 10% zniżki to jest duża różnica.

I nie ma znaczenia, to też jest ważne, czy ciągnijcie przyczepę czy nie ciągniecie przyczepę, jeśli chodzi o podstawowy system opłat za autostrady, tunele itd. Na promie liczy się długość, ale jeśli chodzi o opłaty takie typowo drogowe, to póki macie 3,5 tony, nie jesteście ciężarówką, to płacicie tyle samo co osobówka. Także to jest wszystko to samo i my tutaj też tak na dobrą sprawę za same drogi, nie licząc promów, myślę, że zapłaciliśmy do tej pory 200 koron max, przejeżdżając 3/4 Norwegii, z tym, że większość opłat jest na południu. Tu ewidentnie już myślę, że 150 z tego chyba na północy aż do Trondheim zapłaciliśmy tylko za jeden most w obie strony 30 koron. W Tromso i koniec. I Narvik jeszcze. W Narwiku tunel, no dobra, no to zapłaciliśmy 60 koron, a potem 150 tutaj, pomimo, że tutaj na południu jesteśmy mniej więcej od tygodnia.

Tak, tak. No ale to nie są jakieś gigantyczne kwoty, to nie są autostrady we Francji czy w Hiszpanii, które kosztują miliony euro za każdy przejazd. No póki co nie jesteśmy raczej pozytywnie zaskoczeni tymi cenami, nawet jeśli chodzi o promy. To prawda, to prawda. A, mówiłem, że to trzeba koniecznie zrobić wcześniej, ponieważ te tagi do Polski są wysyłane za darmo, już nie płacicie za żadną przesyłkę, ale to trwa chyba od 3 do 6 tygodni, tak piszą. Nam przyszło chyba po miesiącu. Tak, nam przyszło miesiąc. Trzeba zdecydowanie wcześniej załatwić, jeśli chce się mieć. Jest też jakiś system elektroniczny, który sczytuje Was po tablicach rejestracyjnych bez takiego fizycznego taga, ale tego nie jesteśmy pewni. Po prostu zamówiliśmy taga i chyba większość osób, które przyjeżdżało całą Norwegię, które znamy też te tagi, mają.

Norwegowie też te tagi. Właśnie miałam mówić, że to widać po prostu, jak się przejeżdża, to każdy samochód ma takiego taga. Więc Norwegowie, jak widać, z tego korzystają. Chcą czy nie chcą, muszą, no i mają. Co jeszcze? Wróćmy do tego. Do naszych tych aplikacji.

Ceny paliwa

No to wiadomo, to jest Fuel App. Ona się tak pięknie nazywa. Nie będę, Fuel App po angielsku, ale prawdziwa nazwa to jest Drivstoffpriser. Ona jest, znacznie lepiej działa w aplikacji na telefonie, bo mamy tam mapkę, mamy tam naszą bieżącą lokalizację i ona tam na bieżąco pokazuje, sczytuje. Może się tam mylić chyba co godzinę, co dwie sczytuje ceny, bo w Norwegii ceny... To nie sczytuje, to ludzie podają. Tak, tak. Aktualizowana jest przez ludzi, no bo te ceny paliw w Norwegii zmieniają co kilka godzin. Tak, korzystaliśmy z takich aplikacji, ja korzystałem przynajmniej w Polsce, to działało totalnie do dupy i nikt tego nie aktualizował w porę. Tak, tak. A jeśli chodzi o Norwegię, to jeszcze nigdy nie widzieliśmy, żeby cena się chociażby o końcówkę, o te grosiki koronowe różniła nigdy.

Zawsze były na bieżąco podawane i nigdy nie zobaczyliśmy jakiejś dużej różnicy. A różnica w cenach jest, bo najtaniej tankowaliśmy za 17,5 korony, a najdrożej za 23 korony. Tak. Więc to jest naprawdę 20% różnicy. I nie widzimy jakiegoś związku typu duże miasto, czy tak jak w Polsce, że przy autostradzie jest droższa stacja benzynowa. Raczej to jest kwestia tego, że jak jest miasto bądź miasteczko i jest kilka stacji obok siebie, to są niższe ceny i wszystkie mają bardzo podobną cenę. Kilka stacji oczywiście różnych marek, a jak jest taka pojedyncza stacja, to nieważne czy to jest północ i środek niczego, czy to jest miasto, a akurat po tej stronie jest tylko jedna stacja, to będzie drożej. Takie mamy wrażenie, nie robiliśmy jakichś badań na ten temat. Nie.

W każdym razie ta cena benzyny nie jest też jakaś zaskakująco wysoka, no bo te średnio powiedzmy 21 koron to jest 7,50 na złotówki. No to dobra, w Polsce jest trochę taniej, było przynajmniej jak wyjeżdżaliśmy, ale to nie jest gigantyczna różnica. Tak, żeby jakoś specjalnie, nie wiem, bardzo oszczędzać. A zaoszczędzić można troszeczkę na benzynie podróżując bezpłatnymi promami, ale to się też nie zawsze da. Tak, o promach zaraz powiem, bo właśnie idziemy do... Włączę tu światło, bo w ogóle jest ciemno. Ja jestem ciemny.

Promy w Norwegii

A propos promów, no to przydatna informacja, jest na północy szczególnie, na południu raczej nie, jeśli nie ma innej drogi, to prom jest bezpłatny. Jak to nie? No ogółem. Jeśli nie ma innej drogi, na przykład jedziemy na wyspę, to prom zawsze był bezpłatny. To znaczy nigdzie nie znaleźliśmy tego, że to jest taka zasada i zapisane w prawie, ale nigdy nie znaleźliśmy jeszcze od tego odstępstwa, gdzie widziałaś jakąś opcję, że nie był bezpłatny na wyspę. Ale ja powiedziałem, że jak nie ma innej drogi, to prom jest zawsze bezpłatny. Czy powiedziałam inaczej? No wydaje mi się, że powiedziałaś, że nie zawsze. Jeśli jest... Czy zazwyczaj. Nie, nie, nie, nie. Wydaje mi się, że jest po prostu zawsze. Jest zawsze, no bo to jest jedyne połączenie między Wyspą, a resztą świata, więc te promy są zawsze bezpłatne. I nie tylko dla Norwegów.

Są po prostu bezpłatne. Nie, po prostu, tak. I można naprawdę kawał drogi nadrobić takimi bezpłatnymi promami, na przykład po drodze na Lofoty można sobie przepłynąć, jakieś dobre trzy godziny promami, co by... Bo objazdem też... To chyba jest trzy godziny drogi albo i cztery. Gdzie można sobie właśnie podróżując przez dwie wyspy na końcu Lofotów zrobić podróż za darmo. I da się tak uciąć. Bo akurat nie jechaliśmy wtedy, bo było nam po drodze. Ale sporo osób właśnie tak robi i z tego korzysta. Choć większość podróży na wyspę, no to są podróże w to i z powrotem. No bo wyspa jest gdzieś po prostu na morzu, troszeczkę z dala od lądu, a potem trzeba, może niekoniecznie do tej samej miejscowości, z której wyjechaliście, ale wrócić z tej wyspy, więc... To prawda.

Ale da się gdzieś tam czasem, jak się dobrze to zaplanuje, uciąć trochę kosztów właśnie podróżując bezpłatnymi promami. To prawda. No i właśnie do tego mamy dwie strony. Pierwsza to jest... Rejs. Reis, który tutaj właśnie akurat, tak jak mówiliśmy, to jest najbardziej popularne, tak mi się wydaje, połączenie między Bodø a Værøy. Czyli to jest jedyna darmowa forma przetransportowania się z lądu na Lofoty przez inne wyspy. Te promy są za darmo, jak widać niezbyt często. A jeśli popłyniecie takim samym promem, tylko nie przez tę wyspę, bo to jest Værøy, a potem Røst. Røst. Røst. Røst. Nie przez te dwie wyspy, to dla naszego zestawu taki przejazd kosztował 2,5 tysiąca koron, czyli jakieś 800 złotych. Więc tu jest naprawdę duża różnica, a myślę, że za samą benzynę moglibyśmy spokojnie zapłacić za tą trasę.

No może nie tyle, ale myślę, że z trzy stówki to swobodnie można było zaoszczędzić. Tylko my jechaliśmy od drugiej strony, więc to jest dla osób, które jadą z południa na ten. Ewentualnie godzą się na pominięcie Narwiku i całej krainy pomiędzy Bodø właśnie, czyli miastem poniżej Lofotów a Lofotami. A my chcieliśmy ją przejechać, więc to też wszystko ma swoje plusy i minusy. Jak się płynie promem, to trzeba wysiąść, tamcie prom cię zawiezie. Tak, to prawda, ale to właśnie jest ten przykład, gdzie można się za darmo przetransportować na Lofoty, tylko trzeba pozwiedzać inne. Ta apka Reis jest bardzo dobra. Wydaje się, że to też jest rządowa apka, ale nie jestem przekonany. W każdym razie ta apka ma też inne środki transportu, ma też autobusy i tak dalej. Nigdy nie korzystaliśmy, ale w niej są.

Pokazuje, czy jakiś prom ma na przykład bezpośrednie połączenie z innym autobusem. Można sobie zaplanować podróż. Widać czas podróży i widać, uwaga na żywo, to jest najfajniejsze, czasy przyjazdów i odjazdów promów. Czyli jak jakiś prom jest spóźniony, to widać na bieżąco, oczywiście pod warunkiem, że to wiedzą, że jest spóźniony. Widać też na przykład, że prom właśnie ma odpłynąć i wtedy jak jesteśmy już bardzo blisko, to trzeba się nie zatrzymywać na tej linii, tylko po prostu wjeżdżać na ten prom. To się wyświetla po prostu w godzinie odpłynięcia now. I już raz tak przypłynęliśmy bezpośrednio na prom i udało nam się wpłynąć, albo nawet dwa razy. A raz przypłynęliśmy tak dosłownie trzy sekundy za późno i już zamknął wrot, a on wtedy już ich nie otworzy.

No ale tak czy inaczej, to jest bardzo fajna apka do wyszukiwania tych połączeń, tylko w tej apce nie ma cen. Ale ceny są bezpośrednio u przewoźników? Ja tak sprawdzałam. To prawda, ale wtedy trzeba sprawdzać jaki przewoźnik jest na tym. A jakbyś weszła tutaj na nową kartę, tylko pokaż jeszcze ekran. No. I byś wpisała AutoPASS ferje. No coś takiego. ferje. Możliwe. Będzie na 100%, to chyba pierwsza albo druga. Pierwsza. Feria. Tak, o i to jest ogółem umowa promowa, no bo mówiliśmy, że mamy z AutoPASS-em 10% zniżki. A da się też mieć większą umowę na promy, która zapewnia 40-50% zniżki na promy, czyli naprawdę bardzo dużo. Problem w tym, że to jest umowa przedpłacona i trzeba przedpłacić chyba dla osobówek w okolicach 500 zł, a dla większych zestawów jak nas ponad 2 tysiące zł.

Oczywiście te pieniądze nie przepadają, te pieniądze są do wykorzystania na promy właśnie i wtedy po prostu zabiera Wam z tego konta, na które przedpłaciliście i te promy są prawie dwa razy tańsze, no ale na 2 tysiące zł to nie ma szans, żebyśmy wykorzystali. Tak, że na wszystkie promy jakie zaliczymy w Norwegii wydamy około 500 zł. Tak. W tym momencie wydaliśmy jakieś 200 może niecałe 300, a płynęliśmy 8 promami? Może 300 bardziej. Wydaje mi się, że 300 to jest maksimum jak nie bliżej 200, a płynęliśmy 8 albo 9 promami, czego 5 albo 6 było darmowych, a tylko za 2 płaciliśmy. Więc tak naprawdę przy ostatnim promie, którym płynęliśmy dałoby się to objechać, ale zapłacilibyśmy też te 100 zł za nadwyżkowe paliwo, więc w sumie tak na dobrą sprawę to nie jest dodatkowa opłata.

Nie czujemy tego, żeby była dodatkowa opłata, a poprzedni prom, którym płynęliśmy też za 100 zł, to musielibyśmy w ogóle do Szwecji wyjechać, żeby przejechać tym. Ale to też się liczyło we dwóch Norwegów jako opcja przejazdu lądem, więc ten prom też był płatny. Tak.

No właśnie, w każdym razie na AutoPASS ferje, czy tam jakkolwiek się to wymawia, bo nie próbujemy wymawiać tego dobrze, jest zakładka Prices i jest też opcja właśnie wyboru po angielsku i w tej zakładce Prices, z racji, że AutoPASS działa na wszystkich promach, niezależnie od przewoźnika, bo są różne firmy, które obsługują bezpośrednie połączenia, można sobie właśnie wybrać konkretną trasę, można sobie nawet wiele tras wybrać, no ale jak zaznaczymy jakąkolwiek trasę i klikniemy sobie, czy mamy zwykły samochód, czy przypadkiem bezemisyjny i możemy sobie na przykład 10% discount, no bo to mamy mając tego taga, tak? Tak.

Jeśli byśmy mieli AutoPASS ferje jako prywatna osoba, byśmy mieli 50% discounta jako biznes, czyli te przedpłacone opcje 40%, no ale nie, no tak normalnie mamy z tym tagiem 10% i mamy zazwyczaj diesla w kamperze, więc to są takie nasze defolty. No i tutaj mamy na tej trasie jakie są konkretne przystanki pomiędzy, tak? No rozmawialiśmy o tej, o. Rozmawialiśmy właśnie o płynięciu przez wyspę i rozmawialiśmy konkretnie o... [fragment niezrozumiały]. O Bodø, do... Tak, i proszę bardzo, dla wszystkich pojazdów, na wszystkich długościach jest zero koron, tak? I jesteśmy przekonani, że możemy płynąć za darmo, w ten sposób można sprawdzić wszystko. Troszeczkę upierdliwa, że da się to sprawdzić tylko na stronie, nie znaleźliśmy apki, ale ta strona jest responsywna, działa na telefonie bardzo dobrze.

Jedyny minus, że jak to się otworzy, to tutaj jesteśmy w stanie wiele tras zaznaczyć. I na komputerze odruchowo klikamy na zewnątrz, a na telefonie trzeba troszeczkę przescrollować i kliknąć gdzieś na zewnątrz pod spodem. To jest bardzo nieoczywiste, na samym początku myślałem, że strona nie działa. No, ale to właśnie to jest spoko i te promy są bardzo zunifikowane mając tego taga. Rzeczywiście po prostu wjeżdżamy, nie zastanawiamy się komu i gdzie płacimy, to wszystko się w tego taga naliczy. Ale właśnie wyszukiwarka promów i ceny troszeczkę się naszukaliśmy, żeby znaleźć te dwie strony, bo ogółem dużo źródeł w internecie twierdzi, że nie ma takiego jednolitego systemu. Oczywiście de facto to każdy przewoźnik ma swoją stronę i na każdym przewoźniku można też znaleźć ekwiwalent tego, co w tych dwóch apkach.

Jeszcze nie pokazaliśmy tej rządowej apki do tego samego co Reis, czyli ten Vegvesen Trafikk. Tak, jeszcze wracając, tu mamy ostatni właśnie, którego wykorzystujemy najczęściej, żeby... Znaczy zawsze sprawdzamy na początku tą apkę, bo ta apka ma dostęp też do kamer. Na przykład, o proszę bardzo, widzimy tu na dole, mamy Bodø akurat. Tak, ja też wrzucam Bodø, bo jest bardzo popularne, ale jak widać jeszcze nie ma... Wygląda na to, że w tym momencie tutaj nie będzie żadnego promu najbliżej, albo właśnie odpłynął, bo widzimy, że wszystkie pasy są puste. To też nas bardzo w sumie też konfundowało na samym początku. Jak, o co chodzi z tymi pasami? Dlaczego na jeden prom jest na przykład sześć pasów? No chodzi o to, żeby się kolejka formowała nie tylko wzdłuż, tylko w bok i po prostu, jeśli widzicie wolny pas pierwszy, to wjeżdżacie na pierwszy.

Jak wolny jest dopiero trzeci, to wjeżdżacie na trzeci. No i oczywiście na prom są wpuszczani ludzie po kolei. Od pierwszego do trzeciego, jeśli się nie zmieszczą, no to sorry, czekamy na kolejny prom. W sumie nie widzieliśmy nigdy takiej sytuacji, żeby nikt się nie wjeżdżał, żeby ktoś się nie zmieścił. Widzieliśmy na prom, który był załadowany tak praktycznie pod koniec, byliśmy pewni, że nie wjedziemy, że nam się przyczepka nie zmieści, ale akurat jeszcze z metr został. Pracownik pewnym okiem od razu pokazał, jedźcie, w ogóle nie byłem pewien, że tam się nie zmieszczę, a jednak. No i wszyscy się zmieścili dzięki temu, ale jeszcze nie widzieliśmy jak to działa, jak na przykład zostanie, nie wiem, szósty pas.

Ludzie się przenoszą na pierwszy, ja bym przejechał na miejscu tych ludzi na pierwszy, żeby już sobie zająć te miejsca i kolejni ludzie, żeby mnie nie zajęli przy kolejnym promie. Ale nie widzieliśmy jeszcze takiej sytuacji, żeby ktoś się nie zmieścił. Może to przed nami. Chociaż w popularnych miejscowościach w sezonie podobno to jest popularna sprawa, że... Że się nie wszyscy mieszczą. Tak. I na niektórych promach są jakieś pierwszeństwa czasami. Że na przykład prom, który się zatrzymuje na jakiejś wyspie pośrodku, na przykład, że ta wyspa ma pierwszeństwo, żeby w ogóle mogli dojechać. I czasami promy mają pierwszeństwo do lokalnych mieszkańców i to też da się sprawić na jakiejś konkretnej linii.

No ale mając podgląd na kamerze, możemy się tym nie interesować, jak widzimy, że na przykład jest, nie wiem, 10 minut do promu, a mamy tylko jeden pas zajęty. Tak, taki nawet na małe promy zazwyczaj wchodziły z dwa pasy. Chociaż to ciężko w tych pasach to wyrazić, bo te pasy potrafią być bardzo długie albo krótkie. To zależy. No, to raczej nie ma się coś stresować. Nie ma się coś stresować. No na te 9 promów, co płynęliśmy, to na wszystkie wjeżdżaliśmy bez problemu. Tak, a nawet moja funkcja przystanków na żądanie, co pierwszy raz się z tym spotkałem. Promy. Promy stają na wyspach. To tylko trzeba wjeżdżając na prom, trzeba wcześniej dać znać załodze, która zawsze stoi, bo kieruje tym ruchem, kto gdzie stać. Tak, że ktoś z załogi jest zawsze tuż przy wjeździe, można opuścić szybę i to też jest w ogóle.

I wystarczy mu powiedzieć i z tego, co widzieliśmy, to po prostu ta załoga... Akurat płynęliśmy z wyspy na Lonne, ale prom miał bardzo po drodze inną, maciupcią wyspę. Tak. I jedna osoba tam właśnie wysiadała, no i właśnie obsługa promu wie, jak ten prom będzie płynąć. Tak. Mógł się parkować tyłem, ponieważ zazwyczaj prom działa tak, że wjeżdżasz przodem i prom po prostu tą drugą stroną zacumuje w docelowym miejscu, więc wyjeżdżasz też przodem. To jest super, ale akurat na tej wyspie, która była pośrodku, tak trasa wyglądała, po prostu prom cumował tym samym końcem, tym samym końcem, Bo ciężko powiedzieć, że on ma dziób i rufę, bo te promy są symetryczne, w obie strony wyglądają tak samo. I po prostu ten gość musiał poczekać, wszyscy wyjadą, i wjechać tyłem na prom, żeby mógł wyjechać przodem potem.

Tak, tak, to prawda, więc nawet my będąc już na promie nawet nie... Ja nawet nie ogarnam kiedy już dopłynęliśmy do tego wyspy i kiedy on wysiadł, i kiedy znowu... Tak, jak prom ma jakieś dalsze przystanki i płynie dalej, to nie trzeba z niego wysiadać. Tak, nie trzeba z niego wysiadać pośrodku. Tak. To idźmy dalej, no i ta... Nie pokazujesz prezentacji, Werka. Nie pokazuję prezentacji i zasłaniam... Psa. Zasłaniam psa, naszego psa, naszą Koko.

Podróż z psami

No a to było dla nas chyba największe wyzwanie. Ogarnąć tą podróż pod względem psów, tak mi się wydaje. Najwięcej z tym nam się zeszło, tak... Było z tym dużo stresu niepotrzebnego zupełnie. Zupełnie niepotrzebnego, no bo może od razu tutaj przejdę już... Tak jak mówiłam, chcieliśmy jak najszybciej dotrzeć do Nordkappu. Nie bez powodu, Nordkapp nam by nie zniknął. A najważniejsze dla nas były właśnie te... Czworożne psiaki, ponieważ... Mieliśmy tutaj, tak jak widać już pewnie, mamy okres, w której musimy przekroczyć granicę. No ale od początku. Tak jak mówiłyśmy, wyjeżdżamy z Unii. Norwegia ma swoje zasady i trzeba się do nich dostosować. Najważniejsze to pies musi być zaczipowany oraz musi mieć paszport. Nasze psy... To się tyczy całej Unii, żeby nie było, bo Norwegia nadal jest w strefie Schengen, więc wszystkie te zasady są takie same.

Tak, tak. To tak jakbyśmy chcieli jechać do Norwe... To gdziekolwiek indziej. Za granicę pies musi mieć chip i paszport. Tak. Tak, to prawda. Już nie chcę... Chciałam powiedzieć jeszcze o Maroko, ale Maroko ma jeszcze [fragment niezrozumiały], ale... Bo to Afryka, ale Norwegia też ma swoje jakieś zasady. No i największą zasadą, którą musieliśmy dopilnować, to było właśnie w naszym przypadku zaszczepienie... Nie, przepraszam... Odrobaczenie. Tak, to jest dodatkowa rzecz w Norwegii, której nie trzeba mieć w większości krajów europejskich by default. Jest kilka, w których trzeba. Z tego co wiemy, Norwegia w strefie Schengen jest jednym z nich. Tak. Norwegia jest wolna od jakiegoś robaka. Znaczy... Oni w to wierzą. Oni wierzą w to, że są od tego wolni, dlatego wymagają podania odrobaczania na 1-5 dni przed wjazdem do Norwegii.

I to nie jest tak, że my sobie możemy to podać kiedy chcemy. My musimy się udać z tym do weterynarza. I to musi być wpis w paszporcie. Tak. To nie jest nic tak, że... Razem z godziną i minutą jest wpisywane... To jest właśnie... To jest bardzo ważne. W sumie to powinno to zapisać. To jest bardzo ważne. Weterynarz musi podać godzinę. Nie tylko dzień, datę, ale i godzinę podania, bo to tak jak nie tylko 1-5 dni, ale i konkretnie mamy przedział godzinowy, gdzie musimy się zmieścić. Tak, czyli ten środek musi zacząć działać i jeszcze cały czas działać, kiedy tam wjeżdżamy, żebyśmy po prostu tą granicę przekroczyli na 100% bez robaków. To prawda. A propos psów to widzę, że Koko gryzie nam kocyk. Koko. Kurde. To jest nasz kocyk do spania. Więc to było dla nas takie największe wyzwanie, żeby się zmieścić. Baliśmy się tej kontroli.

Trochę się nie... W sumie ja się trochę stresowałam. Nie wiedziałam, co będą sprawdzać, co nie. Wiadomo, że też do Norwegii nie można przewozić niektórych rzeczy. Na przykład ziemniaków. Na przykład ziemniaków. Więc bałam się, że nie dość, że będą sprawdzać nam dokumenty psów, może się nie zmieścimy, może się zmieścimy, ale bałam się, że też będą nam trzepać kampera. Trochę tego stresu było. Ostatecznie stres był niepotrzebny. Pies chce się pokazać do kamery. A to nasz [fragment niezrozumiały] kamerę. Dobrze, pokazujemy psa. Usłyszała, że rozmawiamy o niej. Ona już tasiemców żadnych nie ma, więc już się możesz pokazać. Stałaś grzecznie. Po co ten koc jadłaś? Teraz będziesz tu ganiać. Wracając do rzeczy istotnych. To jest nasz obowiązek zadeklarować posiadanie psa i umożliwić wgląd do każdych dokumentów.

My, żeby tak dla jasności przekraczaliśmy granicę fińsko-norweską w miasteczku, której nazwy nie powiem, bo nie będę jej przekręcać. Ale jak się jedzie przez Finlandię z Wioski Świętego Mikołaja do Nordkappu, to Pani by was poprowadzi. Tak, to jest jedyne przejście graniczne na północy. I tak, to jest ważne, że to jest nasz obowiązek zadeklarować. Tak samo, jak celnik nie musi sprawdzać, czy przewozicie dużą ilość gotówki. A jest tam jakaś kwota, którą nawet w strefie Schengen trzeba deklarować przy przewozie, jak jakichś tam przepisów o praniu brudnych pieniędzy. I to jest tak samo. Przewozimy psa, czyli coś, co jest obwarowane dodatkowymi przepisami w Norwegii, no to musimy zadeklarować, pokazać dokumenty. My musimy. To nie jest ich obowiązek nas sprawdzić.

To nas trochę stresowało, czy później gdzieś w Norwegii ktoś nas może zatrzymać i rzeczywiście sprawdzić, potwierdzić w jakiś sposób, czy ten pies był... Datę i miejsce. Tak, te wszystkie daty. Powtórnie. Powtórnie. A największy stres mieliśmy na samej granicy, kiedy się okazało, że te przejścia graniczne pomiędzy Finlandią a Norwegią, z racji, że są bardzo na północy, są rzadko uczęszczane. Są otwarte od 8 na przykład do 16. Tam od 8 do 15 nawet było otwarte. W sensie urząd celny na granicy. Przejście było otwarte, bo jest strefa Schengen. Ale no właśnie, to jest nasz obowiązek go zadeklarować. No my akurat przejeżdżaliśmy koło pierwszej w nocy, więc tak byliśmy senni, więc skorzystaliśmy z okazji i po prostu się przespaliśmy na przejściu granicą, na parkingu.

A jak pokazywaliśmy celniczce dokumenty i się spytaliśmy o tą sytuację, to powiedziała, że jak jest zamknięte, no to nie macie możliwości okazania, więc można po prostu przejechać. Jak się jest otwarte, to koniecznie trzeba zadeklarować. Nie zweryfikowaliśmy tego za to w żadnych przepisach, że rzeczywiście tak można, czy tylko ta celniczka tak powiedziała. Tak, tak, to bierzemy jej na słowo, ale nie wiem, czy ja chcę weryfikować po prostu. Tak, ale ważna informacja: w paszporcie psim, nie tak jak w paszporcie ludzkim, nie było żadnej pieczątki ani ta celniczka też nic nie wprowadziła do żadnego systemu, że to zweryfikowała. Zadała nam pytanie, przez jakie kraje przyjeżdżaliśmy. Tak. A, bo to jest bardzo ważne. Finlandia ma te same przepisy. Dokładnie.

Więc jadąc przez Finlandię macie znacznie bliżej, żeby się zmieścić w tych 24-120 godzinach. Więc nas zapytała tylko, czy nie zjeżdżaliśmy na bok do Szwecji, bo w Szwecji to nie obowiązuje, trzeba powtórnie. Odrobaczać psa. Kompletnie na słowo, bez żadnych potwierdzeń, choć byliśmy przygotowani, bo mamy trasę w historii lokalizacji na Google. Tak. Byliśmy już gotowi wszystko pokazać, udowadnić, że tylko Finlandia. Tak, po prostu na słowo bez problemu uwierzyła, że byliśmy tylko w Finlandii, i że ten czas został spełniony właśnie już na promie, tak. Oczywiście mieliśmy też psie bilety na prom, więc to było potwierdzone. Tak. Ale nic nie było notowane, więc to tak na dobrą sprawę na granicy okazało się znacznie mniej weryfikowane niż się spodziewaliśmy. No, ale chcieliśmy to zrobić zgodnie z przepisami. Tak. No i to chyba tyle o psiakach.

Tak. Czy mają dużo miejsca tutaj na bieganie? I trzeba je trzymać na smyczy w Norwegii. Trzeba je trzeba jeść na smyczy, jeśli miałam powiedzieć. W sezonie letnim, tak. To jest obowiązek. Dużo też jest przypominających znaków, więc myślę, że nie tylko o tym. Ale nie wiem, porównując do Hiszpanii to chyba wolę psy na smyczy niż luźno biegające psy w Hiszpanii. To prawda. No, ale takie są zasady, my się do tego raczej stosujemy. Są wybiegi, bardzo mało wybiegów, no ale jakieś są. Idźmy dalej.

Najpiękniejsze trasy

To, po co przyjechaliśmy tak naprawdę do Norwegii, po najpiękniejsze trasy widokowe. I tutaj wypisałam takie wszystkie must-see, które jak się wpisze Norwegia co zobaczyć i tak dalej, no to wyskakują te, są oznaczone, wszystkie Nordkapp, Lofoty. Byliśmy, byliśmy. Tak. I pewnie jeszcze... Byliśmy wszędzie. Już wszędzie. I pewnie całą masę jeszcze nie, dlatego że mi się wydaje, że każda droga w Norwegii jest piękna. Po prostu. Tak, chyba żebyś pojechać autostradą. Bo jak widzicie, kropkę na samej górze, to jest Nordkapp, potem kolejna kropka w dół, to są Lofoty, ten archipelag. A potem w dół, zazwyczaj ludzie od Lofotów jadą... Odtędy i tu do Bodø. Nie, właśnie zazwyczaj ludzie od Lofotów jadą autostradą i jadą po prostu przy granicy ze Szwecją. A nie nabrzeżem.

Ta trasa jest krótsza i szybsza, bo nie kręci po fiordach i nie ma żadnych przepraw promowych. Ale za to ta trasa właśnie, która jest trzecią kropką od góry, czyli Kystriksveien, nie będę mówił... Kystriksveien, droga 17. Tak, to jest trasa numer 17. Jest po prostu super piękna. Tam się notorycznie jeździ przy fiordach, widać w pewnym momencie lodowiec, takie rzeczy. No jest po prostu rewelacyjna. Tak, tak jak autostrada biegnie od tutaj, tak my, żeby nie iść na łatwiznę, no bo po co? Jechaliśmy praktycznie tutaj samym wybrzeżem i jest ona uważana za najpiękniejszą trasę widokową w Norwegii. I ja się z tym zgadzam. I ja już to starałam się polecać na każdej relacji, jak tam jechaliśmy. Jeszcze mnóstwo rzeczy w ogóle nie opublikowaliśmy z tej trasy, bo co zakręt to było piękniej.

Turkusowa woda, woda lodowcowa, sam lodowiec, możliwość wejścia na ten lodowiec. Oczywiście są inne lodowce tutaj już na południe, ale to jest jeszcze wszystko przed nami. Ale to było takie pierwsze zderzenie z takim surowym, pięknem Norwegii. Plus taka roślinność, bo tutaj jest dużo surowości, bo to północ, północ, roślin nie ma. A tutaj było to połączenie turkusu, zieleni, lodowca, fiordów, trochę więcej ludzi. Cześć koko. I tak jakoś ta trasa była, bo już ją przejechaliśmy, była wyjątkowa. I były jeszcze takie fragmenty w niektórych miasteczkach do zobaczenia, żeby specjalnie tam zajechać. A to jakaś toaleta wyjątkowo ładnie zbudowana. A tutaj jakiś punkt taki widokowy, no trasa przepiękna. I trochę na nią czasu spędziliśmy na niej. Trochę, no. I tutaj dużo jest też promów. Tak jak już. No, to tylko, to takie najważniejsze te trasy.

No, ale tak jak mówię, uważam, że tych tras jest znacznie więcej. Każda jest piękna. Tutaj jesteśmy zaraz przy drodze troli. A już nasi znajomi znaleźli jeszcze inną, jeszcze piękniejszą według nich. Także, no, każda coś ma w sobie wyjątkowego. No, ale idźmy dalej. To, co...

Ile czasu na Norwegię

Zdecydowanie dobrze zrobiliśmy, że przyjechaliśmy tu na 3 miesiące, a nie na 2 tygodnie. Bo na 2 tygodnie, w naszej opinii to jest naprawdę gnanie. Bardzo gnanie. Tak. Jednak pamiętajcie, że na Nordkapp jest prawie 3000 km. Więc łącznie jedziemy 6000 km. Tak jak mówiliśmy, tu nie ma gdzie się rozpędzić do 140 km przez długą część trasy. Przez Finlandię ani trochę. Przez znaczną część Norwegii ani trochę. Jeszcze tym bardziej. Dopiero jak zjedziemy mniej więcej na taką wysokość jaką tu jesteśmy, to zaczynają się takie szersze autostrady. Więc... To prawda. No, jak planujecie Norwegię samochodem, kamperem... No to jeszcze osobówką to może. Na 2 tygodnie od biedy. Może. Ale... No... Sama taka jedna liczba. My na te 3 miesiące wydamy ponad 10 tysięcy na paliwo. Więc... Czy to się opyla, żeby na 2 tygodnie... No nie. No chyba nie właśnie.

Tak mi się wydaje. Więc naprawdę fajnie jak to jest długa wyprawa. Bo można w te wszystkie zakamarki pojechać. Rzecz jasna. My przez 3 miesiące nie zwiedzamy. My pracujemy. Każdego dnia roboczego. Więc to też się nam troszeczkę więcej wlecze. Tak? To też jest inna sprawa. Ale... No te 2 tygodnie... Tak objazdowo... To fajnie być w samej Norwegii. Mając w sensie urlop. I jeszcze ten kolejny tydzień sobie zarezerwować na sam dojazd. Po prostu i to już miałoby większy sens w naszej opinii. To prawda. No ale jest jak jest. Siedzimy tu jeszcze trochę. Chociaż już trochę się to jest... No tak. Chciałem zaznaczyć, że nie każdy ma taką sytuację jak my, że może sobie pracować zdalnie. Tak. I sobie siedzieć w tym kamperze. Ale... No mi się wydaje, że po prostu właśnie pojechanie na same 2 tygodnie albo krócej. To jest strasznie długa trasa.

Sami się nie spodziewaliśmy, że ta trasa jest taka długa i męcząca. Tak. Potem znowu prom i to już tak odchodzą 2 dni. No ale to każda indywidualna sytuacja zależy też od urlopów. Pracodawcy. To już nie nam wnikać.

Kempingi

Ale przejdźmy do tego jak wyglądają kempingi. Bo trochę mieliśmy chyba większe oczekiwania. Ja miałam przynajmniej. Na pewno nas przynajmniej mnie. Na pewno nie wyglądają tak jak na zachodzie Europy. Nie. Nie. To nie są wielkie kompleksy ze zjeżdżalniami i tak dalej. Tak na dobrą sprawę na kempingu to oprócz tego, że będzie prąd w odróżnieniu od tego co masz na dziko. To można liczyć na niewiele więcej. Nawet nie jesteśmy pewni czasem czy na wszystkich kempingach jest zrzut wody szarej. Tak. To w ogóle jest absurd, że potrafią być kempingi bez serwisu dla kamperu. Takiego pełnego. Bez możliwości wylania ścieków. Widzieliśmy też takie. Tak. To już zupełnie nie mam pojęcia za co się wtedy płaci. W szczególności w kraju, w którym można legalnie sobie stać na dziko i korzystać z tego.

Rzadko kiedy, tu wkleiliśmy dwa zdjęcia raczej ładniejszych kempingów na którym byliśmy. Rzadko kiedy te kempingi są w ogóle w lepszym miejscu bądź ładniejsze od okolicy. Tak. Akurat te dwa były. Na szczególnie ten tutaj. Tak. Ten po prawej stronie. Tutaj nie widać całości, bo za tymi kamperami białymi. Płynie rzeka. I my właśnie przy nim stoimy. Jest wodospadzik. Szumi sobie całą noc. Jest super. Za to warto było dopłacić za całą resztę. Naprawdę średnio. My zużywamy masę prądu i pomimo gigantycznego banku energii musimy się raz na kilka dni doładowywać. Więc ogółem to sprawdziliśmy. Ale zaskoczyła nas pozytywnie średnia cena kempingów. Jest w sumie niższa niż w Polsce w sezonie. Pomimo, że byliśmy w sezonie. Za najdroższy kemping na jakim byliśmy zapłaciliśmy około 200 zł.

Za najtańszy kemping na jakim byliśmy z prądem i serwisem zapłaciliśmy około 70 zł. Za dobra tak. Tak. Więc naprawdę to jest ekstra. Poza miastami jest dość luźno na tych kempingach. Mimo sezonu nie było jakiegoś dzikiego tłumu. Na samych Lofotach był jeden kemping, który był niesamowicie obłożony. No ale to Lofoty. Ale tam po prostu jest bardzo dużo ludzi. Ale ogółem w Norwegii jest mniej ludzi. Kampingów jest dość sporo. Są stosunkowo tanie. Nie mają zbyt wiele do zaoferowania. Ładne widoki. Tak jak w każdej Norwegii. Potwornie dziwne jest to właśnie, że... Bardzo często nie mają parceli w ogóle wydzielonych. A, tak. I się stoi gdziekolwiek, popadnie. Tutaj jest jedyny kemping, na którym jesteśmy. Może drugi. Gdzie jest wydzielona rzeczywiście taka twoja przestrzeń. A tak to raczej stań tam gdzie wolisz. Rozstaw się tak jak wolisz.

I to tyle. Tak, przez co to w ogóle wygląda jak takie stragany na targu trochę na dużą skalę. Tak, tak. Tak to prawda. I to ma czasami swój urok. Byliśmy na przykład w Portugalii na takim kempingu, gdzie to miało niesamowity urok, ale to było między drzewami. W Polsce jest taki sam kemping właśnie z tą samą zasadą w Sopocie. Ale to też jest między drzewami, więc po prostu trudno tam wsadzić parcele. Takie równo od linijki poukładane. Ale w Norwegii to zazwyczaj były po prostu kawał rozjeżdżonej trawy. I to było mało do zaoferowania, ale bardzo często jest dużo miejsc na grilla i ognisko. Ale te miejsca na grilla i ognisko też są na dziko. Chyba na kolejnym slajdzie masz. No właśnie tak. Te kempingi są spoko, ale nie są warte moim zdaniem. Jeszcze żeby każdy miał wszystko to byłoby miło, a są braki.

Tak naprawdę to, że nie da się na pałę po prostu pojechać na kempingi i wiedzieć, że tam na 100% będzie zrzut szarej wody od spodu i zrzut czarnej wody to coś takiego się nie powinno kempingiem nazywać po prostu. Ani kamperparkiem, tylko parkingiem. No ale tutaj rzeczywiście trzeba sprawdzać. W szczególności na północy. Na północy notorycznie nie było zrzutów szarej wody takiej od spodu z kampera. My sobie z tym radzimy, bo mamy pompę do szarej wody, ale kampery, które mają grawitacyjnie po prostu, że się spodnie chleje, no to nie wiem co robiły z tą szarą wodą. Nie wiem. No dla mnie to gigantyczny problem i zupełnie skreślający miejsce z czegoś za co warto dopłacić. To prawda.

Spanie na dziko i allemannsretten

Więc no wiadomo wszyscy przyjeżdżamy do Norwegii po to, żeby właśnie stać na dziko. No to nam tak jak wszyscy chyba już wiemy pozwala ich ustawa. Alemannsraten. Tutaj tylko można tak bardzo mnie... Jak to się mówi? Nadużywanie tej zasady. To jest... No tak, można znaleźć dużo opinii w internecie, że w Norwegii to w ogóle można wszystko wszędzie i mniej więcej wjechać kamperem do kogoś na podwórko. A to nie jest prawda. A to nie jest prawda. To jest bardzo stara zasada, gdzie jeszcze w Norwegii tych dróg, przynajmniej tak wyglądających nie było tak dużo. Po prostu ludzie przemieszczali się bardziej szlakami. Więc po prostu pozwalało przemieszczać się ludziom niezależnie czy to była czyjaś własność, czyjś grunt czy nie.

Po prostu przy zachowaniu zdrowego rozsądku, o tam zachowaniu odpowiedniej odległości od domostw ten człowiek mógł się rozbić z hamak, namiot, przespać i jeździć dalej. To była idea tej zasady. Mamy świat jaki mamy, mamy kampery, wszędzie przyczepy kempingowe i to troszeczkę jest... Znaczy czasami jest nadużywane, raczej widzimy zachowanie tych 150 metrów od tych domostw. Raczej ludzie... Raczej nikt nie wjeżdża na czyjeś posesję i nie widzimy z tego problemu. Za to naprawdę w Norwegii jest 100 milionów miejsc, zatoczek przy ulicach z gigantycznymi, pięknymi widokami na fiord. Pamiętam jak w Portugalii i Hiszpanii, żeby widać było morze bezpośrednio, trzeba było zapłacić fortunę za kemping, albo naszukać się miejsca, na którym było, nie wiem, 20 innych kamperów.

A tu bez najmniejszego problemu w Norwegii, chyba pierwszego dnia jak wjechaliśmy, to minęliśmy przynajmniej 5 miejsc, gdzie można było mieć piękny widok na fiord samemu, bo zatoczka była tak mała, że tylko jeden kamper się tam mieścił. Co prawda. I co prawda stoi się przy ulicy, tak, spoko, no ale no co, w Portugalii i Hiszpanii, czy gdzie indziej nie stoi się przy ulicy nieraz, albo w jakichś takich miejscach na dziko? Tak. I te miejsca na dziko w Norwegii też nieraz przypominają takie półdzikie kempingi. To po lewej i po prawej widzicie ławeczkę, miejsce na ognisko w wybetonowanym kręgu i takie małe schronienie. Z tyłu za nieraznaczu nie widać furia. Kreski chyba chcą już wyjść, mają dość naszego gadania. Tam jest jeszcze toaleta i woda, to wszystko jest zasilane solarnie i można sobie toalety.

Toalety oczywiście są takie suche, że się po prostu robi do dołka, ale tak czy inaczej, to wszystko jest zrobione i tego jest mnóstwo. Naprawdę na każdym, nie tylko w jakichś popularnych, turystycznych miejscach, w każdym miejscu. Staliśmy kilkakrótnia w takim miejscu na przykład sami przez jakiś dzień. Rzadko się zdarzało, że przez kilka dni byliśmy zupełnie sami, bo jednak tych kamperów się sporo tu kręci, ale da się znaleźć takie ustronne miejsce w Norwegii. No i jak na mnie to jest naprawdę spoko, bo jest szczytek sezonu. Jednak jesteśmy tutaj koniec czerwca i teraz końcówka sierpnia, więc taki szczyt sezonu, pomimo że w Norwegii już się skończył, to byliśmy tu w szczycie sezonu i nadal tych miejsc było mnóstwo.

Więc o ile tymi kamperami się nie wpychamy naprawdę między domy, a naprawdę jest gdzie zaparkować w takich totalnie legalnych miejscach, czasami nawet są znaczki tutaj można. Byliśmy też na dwóch takich dzikich polach kempingowych wręcz, jedno było nawet z infrastrukturą, w sensie były prysznice i tak dalej, wszystko za friko. Tam ludzie nawet rozstawiali sobie przedsionki, pomimo że było na dziko. Wyśliczeli. Tak, można bez problemu, nikt nie zwraca na to uwagę, że się śpi w kamperze, nikt nie zwraca uwagę na to, że się rozstawi krzesełka w kamperze, gdzie od razu na zachodniej Europie byłby mandat. Za to nikt z przedsionkami się raczej nie rozstawia. To tylko tam właśnie, gdzie były takie stricte wyznaczone miejsca, że z napisem tu można kempingować. Raczej zasada, zatrzymujesz się, na co tygodnia jedziesz. Tak.

Tu ewidentnie forma podróżowania to jest zwiedzanie, kamper, kamper, zwiedzanie. Nie widzieliśmy takich dzikich osiedli mieszkaniowych, kamperów jakie widzieliśmy mnóstwo w Hiszpanii na przykład. Właśnie, właśnie tak, kto do tego dąży. Tutaj nikt się raczej nie rozkłada i nie zostaje w jednym miejscu, po prostu się jedzie. Ta Norwegia ma tyle do zaoferowania, mi się wydaje, i tyle ludzie chcą zobaczyć, że rocze się już nastawiają na aktywny tryb. No w każdym razie to prawo norweskie zostało napisane dla ludzi w namiotach. I ludzie z namiotami naprawdę mogą się czuć bardzo swobodnie, bardzo rzadko są zakazy dla namiotów, dla kamperów są znacznie częściej. I to 100% zrozumiałe też bym nie chciał, żeby ktoś parkował mi pod dolem i twierdził, że może, bo tutaj prawo pozwala.

To bzdura tak wcale nie jest, nadal można być stamtąd wygonionym, nadal można, myślę, że za to można dostać mandat. No po prostu jak już przyjeżdżamy do czyjegoś kraju, to fajnie byłoby uszanować prywatność tych ludzi, a da się to zrobić po prostu w pierdeliardzie innych miejsc i troszeczkę nie rozumiemy ludzi, którzy uważają, że to prawo im to umożliwia, no bo w tym prawie nie jest nic napisane o wjeżdżaniu kamperem. Nie, nie ma. On jest formułowane dla pojazdów mechanicznych.

Nas obowiązuje ustawa o ruchu drogowym, która ewidentnie mówi, że muszą być wyznaczone miejsca do zatrzymywania, a jeśli nie, to z poszanowaniem odległości, a jeśli nawet ktokolwiek prywatnym właścicielom stawia sobie znaczek, zakaz kempingu albo coś takiego, to naszym obowiązkiem, już nie mówię tylko o takiej czysto etycznej stronie, to po prostu jest uszanowanie jego zdania, bo to jest jego własność. A właśnie, to jest jeszcze też taka rzecz, że w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że jak nie ma płotu, to można wjechać, a w Norwegii, Finlandii, chyba w całej Skandynawii w sumie nie byliśmy w całej, ale i w Norwegii i Finlandii po prostu ludzie nie stawiają płotów nigdzie i prawie, że nie ma publicznej ziemi. Wszystko jest tak na dobrą sprawę prywatną posesją. To prawda.

Więc gdziekolwiek nie wjedziemy, jeśli ktoś postawi znak, bo w Polsce często słyszałem, że miasta stawiają znak zakaz stawania kamperem, i w Polsce też bym się kłócił, to nie jest legalne. Miastowa ulica jest dostępna, płacimy za to wspólnie podatki, ale jeśli w Norwegii wjeżdżamy komuś na czyjś prywatny trawnik, a w Norwegii jest naprawdę mało nieprywatnych posesji, praktycznie ich nie ma z tego co wiemy, ale one nie są ogrodzone, no to ktoś prywatny ma prawo napisać dowolnym znakiem, że sobie nie życzy nas tutaj i tyle. I powinniśmy się cieszyć, że nie dostaniemy mandatu i policji, a z tego co słyszeliśmy, my nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji, że jeśli już ktoś gdzieś tam się zagapił, stanął gdzieś, gdzie nie powinien, to Norwegowie grzecznie i to zazwyczaj rano prosili o odjechanie.

Tak, już nie mówimy tutaj o takich miejscach typowo turystycznych jak Lofoty, tam są wszędzie takie zakazy, no ale trochę nie są przygotowani na to. No nie przygnęć, nad Polskim Morzem też są. To prawda, no ale to już chyba więcej nie trzeba nic mówić. Raczej też się nie dostawiajcie na spanie na dziko w ładnych, pięknych miejscach, takich... Jakich ładnych, pięknych? Wszędzie są ładne, piękne miejsca. Ja nie miałam tu mówić, że te ładne, piękne miejsca są wszędzie, ale zazwyczaj będziesz stać na zatoczku, na asfalcie, gdzieś tam może na początku lasu. Raczej w tył. Ach, okej, no dobra. Rzeczywiście bardzo duża ilość tych miejsc to jest zatoczka tuż przy drodze. Rzeczywiście stoicie albo bezpośrednio prawie że na drodze, albo dzieli Was od drogi Mały Pas Zieleni.

Tyle, że drogi to to, to w szczególności w tych miejscach, gdzie byliśmy, no są naprawdę małe. Są mało uczestnaczane. Są mało uczestnaczane, w szczególności w nocy. Co nie znaczy, że nie da się dojechać na takie miejsce jak tutaj mamy na zdjęciach. Ale rzeczywiście, z racji, że Norwegia jest bardzo górzysta i jest bardzo dużo też wody, więc te drogi po prostu... Jak jedziemy po Polsce to możemy pojechać w prawo, w lewo, w prawo, w lewo, w prawo, w lewo i mniej więcej w kratkę sobie jeździć po tej mapie. A w Norwegii jednak ta droga jest bardziej na wprost. Jeśli pojedziecie gdzieś w prawo, w lewo, zwyczajnie już później nie pojedziecie w kolejne prawo, w lewo tylko trzeba będzie się wrócić, bo to na przykład był, nie wiem, dwukilometrowy dojazd do kilku kolejnych domów. Już nic tam dalej nie będzie. To prawda.

Ze względu na ukształtowanie terenu bardzo dużo tych miejsc, nawet przepiękne jest bezpośrednio przy drodze. No i to też było dla nas na samym początku takie trochę zdziwienie, bo jesteśmy przyzwyczajeni, że jak jest las i nawet do lasu nie można wjechać, bo na przykład są szlabany, to za tym lasem pewnie jest kolejna miejscowość. Pojedźmy w lewo i zobaczmy. A w Norwegii jak pojedziemy w lewo, to dojedziemy na przykład do czyjegoś domu, który jest na nabrzeżu i ani dalej nie pojedziemy, bo dalej będzie woda, ani nie za bardzo nawrócimy, bo ta uliczka jest mega wąska. Więc tutaj trzeba na to zwrócić uwagę i to jest po prostu specyfika tego kraju. No i tyle. Trzeba z tym żyć. To nie znaczy, że nie ma fajnych miejsc.

Wystarczy ich poszukać, bo naprawdę to miejsce, które jest na zdjęciu po lewej, mieściło, jak my tam byliśmy, tam było przynajmniej 8 kamperów. I w większości czasu nawet nie widzieliśmy się nawzajem, bo było na tyle duże te miejsce. Chociaż raz ktoś zaparkował bezpośrednio przed nami. Przed nami. To ludzie tak notorycznie robią. Mają cały plac i stawiają się tuż obok drugiego kampera. A... Ale... I prowadziła tutaj droga, chyba z 5 minut trzeba było przez taką polną drogę przejechać. No właśnie, więc takie miejsca też są, ale znowuż, widzicie tą górę właśnie na tym zdjęciu? A... A... I stoczyła się w szlak. W szlak, taki pieszy. Pieszy. Tak, koniec. Bo tam by się nawet nie podjechało, bo była góra, a kilkaset metrów do góry. A zgadnijcie, gdzie się dało pojechać z powrotem. Dookoła wyspy i trafiało się na drugą stronę tej samej góry.

Także to naprawdę, te drogi są bardzo często w jedną i w drugą stronę. To jest to prawda. Tutaj akurat taki dość przerysowany przypadek podajemy. To fajne zdjęcie wybrałaś w RKT, ale no to było dokładnie tak. Byliśmy z obu stron tej góry. Tak. A jeszcze tak szybko tylko wrzucę, że na tej zasadzie, na podstawie tego przepisu alemanstraten, możemy dowolnie zbierać grzyby, jagody, wszystko co tam natura oferuje i możemy bez uszczerbku na zdrowiu drzew, możemy też zbierać gałęzie i rozpalać po prostu ognisko. A bardzo często w ogóle już przy miejscach na ognisko leży przez kogoś już wcześniej porąbane, a nie zużyte. Nawet rozpałki są.

Tak, znaleźliśmy czasami rozpałki nawet pochowane w siatkach, więc jak widzicie jakąś siatkę właśnie przy ognisku, to najczęściej to nie są śmieci, tylko właśnie żeby nie zamokło tam na przykład ktoś zostawił trochę węgla albo siatki. Nie mówię, że tak jest zawsze, ale zdarzało nam się kilka razy coś takiego zobaczyć, choć raz zajrzałem właśnie na takiej siatki z nadziorą na węgiel, a rzeczywiście były śmieci. Ale chyba trzy czy cztery razy znajęliśmy tam węgiel i drewno, a tylko raz śmieci. To naprawdę. A a propos śmieci to obowiązkowo musimy po sobie wszystko zabrać, ale to chyba wszyscy nie muszę o tym mówić. Tak, tak.

Zakupy, ceny i alkohol

No i ten nasz najbardziej ulubiony temat, szybko go przeskoczymy, czyli zakupy spożywcze i ceny. To tak szybko, tak żeby wyjaśnić, jest najniższy kurs norweskiej korony od lat. Chyba był najniższy z dwa lata temu, ale teraz jest niewiele niższy chyba. Niewiele, niewiele wyższy od najniższej. No i jest, jest tania. Zazwyczaj korona norweska była 50 groszy, kosztowała, teraz kosztuje bliżej 30. 37. Tak, więc my nie odczuwamy tak dużego, takiej drożyzny, jak spodziewaliśmy się, że możemy zastać. To tak pewnie wszyscy to wiemy, ale tak żeby były jasne, najtańsze sklepy, takie ala dyskonty porównywalne do naszej Biedronki, ja bym powiedział. Masz, Werka, miałaś rację, rzeczywiście korona norweska. Nadal spada. Tak. Nadal spada. Także przyjeżdżajcie. Masz, Werka, miałaś rację, że nie ma spadkowo.

Dwa lata temu było 40 groszy, a teraz prawie trafiłem, 36 jest aktualnie. No to trzeba przyjeżdżać. A kiedyś było właśnie 50 groszy albo 45, więc w tym momencie jest zdecydowanie taniej, po prostu możemy sobie swobodnie te ceny dzielić przez 3 i dodać 10% i wychodzi praktycznie dokładnie. Tak. Więc no to najtańsze sklepy w Norwegii to Rama Tysiące Kiwi, takie porównywalne do Biedronki, tam jest wszystko. Tak, to jest Biedronka i Lidl. To jest Biedronka i Lidl, tak. Mały wybór tych samych produktów, ja bym powiedziała. Mały wybór? Ja nie powiem, że jest mały wybór. Zarówno Rama, jak i Kiwi, wydaje mi się, że mają szerszy asortyment od Biedronki i Lidla, tak ogółem. Bo są tam różne takie, nie wiem, cała sekcja do wypieku ciast i tak dalej, tak.

Albo jakieś rzeczy do samochodu drobne, no bo ogółem w sklepach, w szczególności w małych miejscowościach w jednym sklepie jest wszystko. Naprawdę, totalnie. Tak, to jest takie centrum w wiosek. Tak, byliśmy na przykład na wyspie, na której był tylko jeden sklep, tak. I tam też była poczta, tam był też punkt apteczny i co tam jeszcze było? Tak. I coś jeszcze do remontu domów. No właśnie, myśmy zrozumiały. Ale w każdym razie, co jest dość śmieszne, Norwegowie mają bardzo zamknięty rynek i pomimo, że trafiamy na różne sklepy, jest Rema, Kiwi, jest jeszcze Bunpri i Kopp. Ekstra. Kopp, Kopp Ekstra. Zazwyczaj jest wielki napis Ekstra, to jest Kopp, czyli włoska bodajże sieć. No i te dwa kolejne są droższe wyraźnie. Jeśli jest w ogóle Kopp czy Joker i takie inne w mniejszych miejscowościach, to one są w ogóle wyraźnie droższe.

I tu ceny naprawdę powinny, to nie jest to, że w Lidu jest 10% taniej niż tam w innym sklepie na przykład. I tak jak w Polsce, no tu na przykład, nie wiem, kupowaliśmy to samo piwo bezalkoholowe za bodajże 12 koron i za 6 koron. Właśnie w małym sklepie, tak, że sklep potrafiał być naprawdę dwukrotnie ceny, albo kiedyś kupowaliśmy jakieś smarowidło do kanapek w jednym sklepie za 55 koron, a w drugim było za 87. Więc naprawdę bardzo, bardzo duża różnica. No a Rema i Kiwi, żeby nie było, też nie mają tych samych cen w całym kraju, w zależności od miejsca, w którym są, będą różne ceny i różne promocje.

Ale są to zdecydowanie najtańsze sklepy, ale właśnie ze względu na to, że Norwegia jest bardzo zamknięta na zagraniczne rynki, oni chcą promować swoje produkty i swoich przedsiębiorców i tak dalej, no to naprawdę w tych sklepach są praktycznie, w tych wszystkich sklepach, nie mówię w Rema i Kiwi, we wszystkich sklepach jest praktycznie identyczny asortyment. Są wręcz bardzo podobnie ustawione całe ściany produktów. To prawda, nie zgubisz się. Tak, tak, tak, są takie same sekcje. Na przykład mleko zojowe stoi zawsze na sekcji bezglutenowej i tylko w jednym sklepie jest w lodówkach, tak jak inne mleka. Na przykład, że niezwykłe mleka zawsze są w lodówkach, chociaż w Polsce nigdy nie są.

Także są takie smaczki i jest to trochę dziwne, bo rzeczywiście jak się pójdzie do tych sklepów, to ma się wrażenie, że jest się prawie w tym samym oprócz kolorystyki samego marketu. Tak, tak. No i ceny w naszej opinii są wyższe, w szczególności takie świeże produkty są zdecydowanie droższe. Tak, mam tu kilka aktualnych cen z Kiwi, na przykład chleb w Kiwi nadal oscyluje wokół 20 złotych, to jest chyba najdroższe. Tak, tutaj mały plusik, że ten chleb jest naprawdę duży. I dobry. W sensie, to jest prawie kilogramowy bochenek taki wielki, za te 20 duże te chleby po prostu mają i całkiem jest smaczny i jest duży wybór tych chlebów, no ale rzeczywiście kosztują około 60, może 50 koron. Chociaż znaleźliśmy kilka razy chleby za 15.

Były zdecydowanie mniej smaczne i były jakieś takie dziwne i był na przykład jeden chleb za 15 i pięć różnych rodzajów albo osiem różnych rodzajów chleba za 40, ale zazwyczaj średnia cena to właśnie kilkadziesiąt koron, czyli około 20 złotych. Widzę, że dalej masz pomidory. Pomidory kosztują, pomidory zwykłe takie, że w Polsce to za kilka złotych by się jeszcze gardziło i tylko do sałatki by się je dało, a nie na kanapki. I się cieszy, że są. To tu jest tylko jeden rodzaj norweskich pomidorów, które nie mają niestety zbyt wiele smaku i kosztują kilkanaście złotych, około 15 złotych, tak jak w Polsce w sezonie malinowe. Może w sezonie nawet malinowe potrafią być trochę. Te są malutkie, to nie są ani trochę malinowe. Są takie zwykłe małe pomidory skoszklarniowe. I nie masz wyboru, po prostu są tylko te pomidory. Tak.

I tak w ogóle jeśli chodzi o warzywa, to tego wyboru prawie w ogóle nie ma. W polskiej to są zawsze ogromne działy warzywne. Tu po prostu tego nie ma i tyle. I jeśli chodzi na przykład o sałaty, sałata masłowa praktycznie do dostania. Sałata lodowa praktycznie tylko i główka sałata kosztuje 40 koron, no czyli jakieś 14 złotych, tak? Więc to jest naprawdę drogo. Sałaty te siekane, takie jak w workach, też są raczej dość drogie, znaczy droższe niż w Polsce. Co tam jeszcze masz? My bardzo często kupujemy bułki takie do odpiekania, bo mamy airfryera i one kosztują jakieś 12 złotych. One kosztują kilkanaście. One są bardzo popularne w ogóle. Kilkanaście koron za 6 bułek, no i to się opłaca, bo też nie trzeba szukać świeżych. No i nie wiem, jeszcze masz czekoladę. No i najważniejsze dla mnie, czyli czekolada, to jest ich czekolada.

W zasadzie to nie ma innego wyboru czekolad. Nie ma zagranicznych czekolad. Nie ma zagranicznych. Dopiero teraz, to tylko te są czekolady, no to one kosztują w okolicach. Nie no, są za 2, 3 marki. No dobra, może. No ale to są ich najbardziej te. I wszyscy je jedzą. Tak, więc ogółem ta żółta czekolada i ta czekolada od marki, od tych Smashes, nie? Smashes, tak. No to one oscylują w okolicach 23-24 złotych. No. A może teraz przejdźmy do recyklingu puszek i butelek. Tutaj pierwszy raz się z tym zetknęliśmy. Na taką skalę, to na pewno. Na taką skalę, tak. Jeśli chcecie trochę przeoszczędzić na zakupach, to zbierajcie puszki i butelki. I w każdym praktycznie sklepie, jeśli nie w sklepie, to dookoła sklepu będą specjalne. W sklepach typu Rema i Kiwi nigdy nie widzieliśmy, żeby nie było. Zawsze były. Zawsze były, tak.

Zazwyczaj tuż przy wejściu i zazwyczaj jest taki kącik w ogóle z kafelkami, z umywalką, żeby po wyrzuceniu tych puszek, które są trochę grudne, żeby można było umyć ręce i wysuszyć z mydełkiem, z ręcznikami. Także to jest wszystko bardzo fajnie zrobione. I każda puszka ma kaucję. Półlitrowe puszki do pół litra. Puszka i butelka jest za 2 korony, a za wyższe są chyba 3 korony. To jest ładnie napisane. Trzeba tutaj z bardzo ważnych wiadomości te puszki... Nie można ich zmiatać. Bo inaczej maszyna ich nie rozpozna i Was po prostu odrzuci. Więc niestety trzeba przychodzić z takimi wypchanymi workami. To jest problem w kamperze. Trzeba to robić w miarę regularnie, ale my podczas tych 2 miesięcy podsumowaliśmy sobie i ponad 400 koron dostaliśmy z rotu. Z puszek i butelek po napojach. Więc naprawdę się opłaca je zbierać.

Nie opłaca się ich wyrzucać ani trochę. I są do tego maszyny. Ta maszyna drukuje Wam kwitek, które w kasie możecie wymienić. Albo po prostu na... Ta kwota zostanie odjęta od zakupów. Albo po prostu zostanie w gotówce Wam wypłaca. Także to działa naprawdę mega super. Sprawnie. No to ceny Norwegia Polska, to żebym tak opowiedzieć. My nie wiem w sumie jakie są teraz ceny warzyw. W Polsce jest sezon, więc... No... Ale jest niewiele... Ceny usług są bardzo wysokie. Ale właśnie, ceny usług. Mateusz korzystał z Berbera. I zapłaciłem 430 złotych. Więc to było naprawdę bardzo, bardzo drogo. Co prawda wybrałem Berbera z masą opinii i był... był droższy niż inni. I był w Trondheim, żeby... Tak, był w dużym mieście. Jestem zadowolony z usługi. No, ale w Polsce to jest ponad 2 razy taniej. Tak? Nawet za bardzo dobrą jakościową usługę. I...

No jeśli chodzi... To żeby nie było. Dało się znaleźć Berbera za połowę tej ceny. Tak? Ale w Polsce... Jednak męskie strzyżenie to jest raczej 150 złotych. Góra z dołem, w sensie broda z włosami. No a tutaj tak od 250 złotych, z tego co widziałem, to się zaczyna. Jeśli patrzyliśmy na wizyty lekarskie, bo przez chwilę... Przez chwilę mieliśmy jakieś problemy skórne, ale zniknęły. To się zaczynały tak mniej więcej od 600 złotych za wizytę, czy 700 złotych za wizytę. Więc bardzo dużo. Jeśli chodzi o bary i o w ogóle alkohol to jest dość drogi. I z alkoholem to jest w ogóle osobna sekcja. Masz o tym slajdo? Mam tutaj, że powiem. Aha, okej. Jeśli chodzi o piwo w barze, no to piwo w barze najtańsze kosztuje 40 złotych, najdroższe kosztuje 60 złotych. Więc naprawdę jest potwornie drogie. Alkohol...

Jest prohibicja, więc z baru nie możesz wynieść alkoholu. Nie możesz sobie kupić zamkniętej butelki, w ogóle Ci nie sprzedadzą jej po prostu. Też za każdym razem Ci informują, że nie możesz wyjść poza bar z kuflem, z piwem. Nawet jeśli na przykład to jest bar na kempingu, nie możesz sobie chodzić po kempingu z tym piwem. I w barach można w takich godzinach jak jest bar czynny, więc tu jest luźno dość. Są bary czynne i do nocy. Ale w sklepach alkohol kupi się tylko i wyłącznie do 20. Od 8 chyba do 20. Nigdy nie sprawdzaliśmy tej porannej pory, nie potrzebowaliśmy kupić piwa nigdy o 6 rano. Ale chyba od 8 do 20. W sobotę do 18. W niedzielę w ogóle nie kupimy nic czego w sumie. Nie kupimy piwa. I mówię właśnie o piwie, ponieważ w sklepach można kupić tylko piwa do 4,7%. Więc dość lekkie piwa w porananiu do Polski.

Sprzedają też piwa 2% i są nawet niezłe w sumie. Tak, a mocne alkohole są sprzedawane tylko w winnomopoletach. W winnomopoletach, tak. To jest rządowa instytucja, która ma monopol na sprzedanie alkoholu. Bardzo ładne są te sklepy, wygląda mega ekskluzywnie. To chyba też jest taki zabieg, żebyście mieli wrażenie, że alkohol to jest od święta, a nie na co dzień. I co prawda, a właśnie powiedzieliśmy, piwo w sklepie kosztuje najmniej 32 korony. To jest najniższa cena jaką widzieliśmy w Kiwi. Regularna cena jest bliżej 40 koron, więc regularna puszka piwa w sklepie 4,5% kosztuje około 13 zł. Piwo 2,5% jest mniej więcej połowy tańsze około 25 koron, więc przynajmniej 8 zł zapłacicie. Tak na 7 zł bardziej. 8 zł dajmy na to. Zapłacicie za jakiekolwiek piwo nawet 2,5% w sklepie. To jest dużo. Te piwa są nawet niezłe w mojej opinii.

Chyba łatwiej znaleźć... Chociaż dobra, wybór jest też mały. Chciałem powiedzieć, że łatwiej znaleźć dobre piwo niż w takich niepiwnych krajach jak Francja czy Hiszpania, ale w sumie w Hiszpanii i Francji też były całkiem smaczne piwa. Chyba ciężko jak się nie poszuka znaleźć kraje, w których są same podkudne piwa. No tak. No ale to ważne, żeby mieć to na uwadze, jeśli ktoś chce zrobić... Kupić sobie piwo w weekend, tak jak w Polsce jesteśmy tego przyzwyczajeni... W niedzielę się w ogóle nie kupi. Nic się nie kupi, o byłem, żeby nie było... W ogóle te sekcje z piwem są zasłaniane albo w ogóle zamykane, że nie jesteś w stanie ich otworzyć poza tymi godzinami. No i właśnie, piwo jest przynajmniej czterokrotnie droższe niż w Polsce i w barach i w sklepach. Za to mocniejsze alkohole już nie są tak strasznie drogie.

Kupiliśmy wino w okolicach 40 złotych w winom opolecie i kupiliśmy 200 taliskera za około 770 złotych, kiedy 0,7 w Polsce kosztuje około 200 złotych, więc to nie jest jakaś... To jest dosłownie, nie wiem, kilkanaście, 20-30% może drożej, więc te mocniejsze alkohole są bardzo rzadko dostępne. Winomopolety są czynne najczęściej w ogóle do 15-16, czasem tylko niektóre do 18, więc są jeszcze krócej otwarte, są tylko w miasteczkach. Ogółem jest, z tego co czytaliśmy statystyki, mniej sklepów alkoholowych w całej Norwegii niż sklepów z koncesją do sprzedaży alkoholi w samej Warszawie. Więc to naprawdę przez pierwszy miesiąc nie widzieliśmy żadnego. Żadnego na oczy nie widzieliśmy. Zajęło nam to półtora miesiąca zanim do któregoś weszliśmy, bo trzy kolejne, które widzieliśmy były już zamknięte, jak koło nich przejeżdżaliśmy.

Także naprawdę jest ich niewiele. Teraz na południu zdecydowanie więcej, na północy jest ich absurdalnie mało. Także jeśli lubicie sobie wypić coś mocniejszego, trzeba przynieść z Polski. Też są ograniczenia oczywiście ze względu na właśnie tą prohibicję. Można to sprawdzić na stronę, jest jakiś tam przydział spirytusu na osobę. Tak. A jeszcze tutaj kończąc też są z małych miejsc, też jak są sklepy samoobsługowe, więc się też na to przygotujcie, że po prostu wejdziecie po przyłożeniu karty do czytnika. Tak, tam jest dużo kamer i jest kasa samoobsługowa. Tak. Nie jest to żabka nano, która patrzy na Ciebie, które produkty bierzesz i próbuje coś zgadnąć. Nie, nie, nie. Tylko sam kasujesz, bierzesz paragon.

No, rzeczywiście w tych sklepach jest cała masa kamer i właśnie sprawdzają, musisz, musisz, tak, chyba jedną koronę czy dwie korony się płaci za wejście i potem ta korona jest zwracana, no ale już mają Twoje dane. Tak. Jakby ktoś coś nakradł, tak mi się wydaje, że to o to chodzi. No i takich sklepów jest dość sporo. W małych miejscowościach są praktycznie same takie sklepy, one są dość drogie. No ale to właśnie tam wszystko. Są dość duże, tak, w tym serdejnie są sklepy pokroju żabki, są zdecydowanie większe. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni, że nawet w mojej miejscowości możemy w niedzielę o dowolnej porze zrobić zakupy. Także to jest super. I alkohol też się tam da kupić i sklep, w którym kupowałem piwo właśnie samochłowy miał jakiś dziwny system do odczytywania linii papilarnych z dłoni, żeby określić mój wiek.

Nigdy mi to nie wyszło i wtedy ktoś się łączył zdalnie z kamerką w kasie, patrzył na mnie, no widać było, że tam niespensalnie młodo wyglądam. I tam po prostu klikał ok jak pracownik w kasie samoobsługowej u nas tylko zdalnie. Także to też jest możliwe.

Tankowanie i pytania z czatu

Kończąc ten temat idziemy do tankowania. Ten temat będzie dość szybki. Trzeba mieć na uwadze, że tak jak my jechaliśmy od północy do północy, że na północy tych stacji benzynowych jest znacznie mniej. Teraz na południu jest konkurencja i to widać, czuć też po kieszeni. Co ważne to już nie chce się powtarzać, ale te ceny paliw są. No tak jak Mateusz wspominał, 17 teraz raczej 21, 22. 21 jest średnią ceną. Tak, tak. Tankowaliśmy i za 17 i za 23. Także... Tak. I zazwyczaj jest właśnie tutaj system, że po prostu najpierw... Tak jak w zachodniej Europie. Tak. Najpierw się wkłada kartę, ściąga dużą kwotę, a potem zwraca równicę. Potem zwraca tak. Raz tylko na jednym szukałam właśnie tego terminalu i go nie było, więc musiałam się przejść do pana i on musiał mi odblokować. Co tam kowałam i do niego wrócić.

Tak, ale w życiu na nie wiem ile razy tam kowaliśmy już za 30. Coś takiego. Aż nawet z nim rozmawiałam na ten temat, że to... Może przesady już ze 30, ale z 20 to na pewno. Tak, że to podobny do polskiej system, a... Tylko raz spotkaliśmy tak manualną obsługę z człowiekiem. Tak, tak. A tak to ogółem są też samoobsługowe. No i stacji jest raczej dużo. Jest. Nawet na... Tak... Czytaliśmy, że na północy Finlandii, na północy Norwegii będzie tych stacji mało. Nie jest na tyle mało, żeby naprawdę... Że panikować. Że panikować. Tak, tak, tak. Że nadal jest tam cywilizacja, nadal są tam ludzie. Jest ich znacznie mniej niż w miastach rzecz jasna. Ale no nie to, żeby tankować jakoś na zapas. Co też tankowaliśmy na zapas na wszelki wypadek. Tak, ja się trochę tam... Ale... Ale chyba robiliśmy to bez potrzeby.

Dobra, dojdziemy dalej, bo już półtorej godziny gadamy. Mam nadzieję, że tu nie nudzimy oglądających. Tak. W ogóle jak macie pytania, to piszcie jeszcze na czacie. Bo jak dojdziemy do końca, już po prostu dochodzimy do końca. Już kończymy. I nie będzie pytań, to będziemy kończyć, bo już strasznie długo gadamy. Tak.

Serwis kamperowy

Już kończąc, no to serwisy w Norwegii. Nie mówię tutaj o kempingach, które mają swoje tam, swoje zasady. To zależy, czy ktoś ma szambo, czy nie. To już od kempingu zależy. Ale ogólną dostępność do serwisu jest tutaj w zasadzie bez problemu. Znajdziesz gdzieś punkt, znajdziesz gdzieś wodę, to w ogóle wszędzie. Tak, wodę wszędzie, nawet na stacjach benzynowych. I raczej z chęcią ją dają. Oni są przyzwyczajeni do zimowych warunków. Mają też fajne krany, które zamykają wodę od wewnątrz budynku. Pomimo, że kran wystaje na zewnątrz. Mają takie specjalnie klucze do otwierania tych kranów. Nawet jak ten kran nie ma klucza na zewnątrz, to jeszcze nie byliśmy na stacji, w której przyszliśmy i poprosiliśmy o ten klucz, nie dali nam skorzystać z tej wody. Zawsze nam dawali, tak. Tak, na stacjach też dość często można wylać nieczystości.

Co nas bardzo zaskoczyło, to właśnie wszyscy tak mega zachwalali, że jest super przygotowane pod kampery, ale nie na północy. Na północy nie ma punktów do wylewania wody szarej prawie w ogóle. Ani na kempingach, ani na punktach serwisowych, czy przy jakichś rest-stopach przy drodze. Nie ma. Jest tylko na wodę czarną, więc jeśli chcecie wydzielać wodę szarą, to praktycznie nie macie innej opcji, żeby to zrobić legalnie i nie na ziemię, czego bardzo nie polecamy, wręcz bardzo gardzimy. I po prostu podstawcie sobie tą kasetę pod kampera i po prostu na 5-6 razy wylejcie kasetą. My tak robiliśmy nie raz. Jeśli trzeba było się przejść, my co prawda mamy pompę, więc możemy sobie węża wrzucić do miejsca, w którym można wylać wodę czarną. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest zrobione.

Na kempingach mamy podejrzenie, że to po to, żeby korzystać z ich infrastruktury łazienkowej, bo prysznice są praktycznie zawsze dodatkowo płatne, wyłącznie na najdroższych kempingach, na jakich byliśmy, bo kempingi były w cenie. Przecież wszędzie indziej nie. No i z bajerów są punkty automatycznego czyszczenia kaset chemicznych. Tutaj musimy pokazać Wam filmik, bo to jest niesamowity bajer. Jest po prostu taka szafa, wkłada tam się kasetę chemiczną i ona odsysa górą. Są wymienione modele, wszystkie popularne kasety działają. Ona odsysa górą nieczystości, kilka razy puszcza wodę, więc kaseta jest wyczyszczona. I uwaga jeszcze, nie dość, że to jest za darmo.

Widzieliśmy chyba jedną, gdzie trzeba było kartą zapłacić jakąś tę drobną kwotę, ale ogółem większość z nich i wszystkie, jakich korzystaliśmy, były za darmo po prostu przy drodze, postawione przez zarząd dróg, więc publicznie dostępne. I ona jeszcze mało tego nalewa tam środka jakiegoś biodegradowalnego, przynajmniej podobno się chwalą. Rzeczywiście mało pachnie ten środek, a działa, bo neutralizuje zapachy, tak jak te chemikalia, które normalnie wlewamy. Jest zupą, jest za darmo wyczyszczona, wypłukana, nie brudzimy sobie rąk. Na początku się strasznie bałem, czy ta maszyna mi odda tą kasetę, a już przewinłeś trochę dalej, bo ona zamyka na czas mycia. Przecież to nie działa mi. Nie ma? Aha, coś filmik nie leci? Coś filmik nie leci. A okej. Ona się tutaj zamyka. Drzwiczki się zamykają, ona potem robi brrrrrr. I tak.

Kilka minut, ale jest niesamowicie dokładna instrukcja, jest też takie FAQ, żeby ludzie się nie dobijali do tej maszyny, bo rzeczywiście to trwa dość długo. Chyba im kurde, a jak ona tych drzwiczek nie otworzy, i będziemy bez kibla jeździć przez całą Norwegię, trochę lipa. No ale to naprawdę jest mega sprawa. Dobra, idźmy dalej.

Internet i zasięg

Sam teraz temat internetu i zasięgu, no to w zasadzie jak tutaj jechaliśmy, to wszyscy nam mówili, tak my też mieliśmy poczucie, że Starlink to obowiązkowo, must have, musimy mieć Starlinka, a przyszło co do czego. To nieprawda. No właśnie, to nieprawda. Nie trzeba mieć tego Starlinka do Norwegii. Ale wszyscy się raczej, też się tak przynajmniej nastawiam, że będzie tutaj problem z zasięgiem drzewa, góry, góry drzewa, a okazało się, że... Że nie, ale żeby nie było, my nie jesteśmy, my nie jesteśmy nieprzygotowani. My mamy naprawdę potężny router i potężną antenę dachu do odbierania sygnału internetu komórkowego. Mamy osobną sesję Q&A o internecie, więc tam jest cały schemat i pokazujemy konkretne sprzęty. Chciałem tylko powiedzieć, że my nie próbujemy z wewnątrz kampera korzystać z internetu w telefonie. A no nie.

Bo rzeczywiście z tym byłaby lipa. Tak. Zasięg jest gorszy niż w Polsce, na 100% w Polsce mamy rewelacyjny zasięg. A mówimy tutaj o głównym drogach. Czy zasięg jest gorszy niż na przykład w Niemczech czy Francji? Niekoniecznie. Rzeczywiście jak się zejdzie z głównej drogi i pójdzie się na hajka w góry, możecie mieć głucho, ciemno i nie mieć nawet możliwości zadzwonienia. Tak, to prawda, tak mieliśmy. Ale tam gdzie się da dojechać najczęściej jest zasięg. I najczęściej jest na tyle dobry zasięg, że można na żywo pracować. Siedzimy notorycznie na callach i tego zasięgu nigdy nam nie było specjalnie mało. Praktycznie przez całe dwa miesiące, przez 60 dni, jak jesteśmy rzeczywiście tylko w jednym albo dwóch miejsc, mielibyśmy problem bez Starlinka.

Ogólnie z niego korzystamy dość często, bo na Starlinku mamy wykupiony pakiet unlimited, więc nawet szkoda go nie zużyć, jak już się zapłaciło te 400, kilkadziesiąt złotych. Ale Starlink też jest dla nas zapasem i często na przykład, jak staliśmy zupełnie na dziko kilka dni, tego umyślnie nie włączaliśmy, żeby zaoszczędzić na baterii, bo internet z sieci komórkowej zdecydowanie mniej jest prądożerny. Także no w kempingowym Wi-Fi to chyba nie ma co wspominać, bo prawie nie ma. No po prostu zazwyczaj oferują, a to jaka jest... No gdzie, w którym miejscu tu ci oferują, a gdzie jeszcze było w kempingowym Wi-Fi? [fragment niezrozumiały]. Na recepcji, a nie na polu. No dobra... No także to kempingowym Wi-Fi w ogóle bym nie wspominał.

Ono jest jeszcze gorsze niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, a mam wrażenie, że jesteśmy przyzwyczajeni do beznadziejnego Wi-Fi na kempingach ogólnie. Dobra, idźmy dalej.

Na czym można zaoszczędzić

A na czym można zaoszczędzić? No to może ja tutaj szybko powiem, że my dużo wzięliśmy jedzenia z Polski. Z Polski? Z Polski, zaopatrzyliśmy się w Huel. W szczególności takiego suchego. Tak, Huel, ryż, jakieś tam makarony. Ale bardzo dużo wydajemy na warzywa, praktycznie codziennie jemy jakieś warzywa, bo jednak nie bylibyśmy w stanie wytrzymać bez nich. Mamy dużą lodówkę, która by się bez nich też marnowała, więc ostatecznie chyba wrócimy z dużym zapasem jedzenia. Myślę, że zjemy góra 2 trzecie tego, co wzięliśmy. Wzięliśmy naprawdę mnóstwo. Mamy jednak przyczepkę ze sobą. Przypominamy, że my jeździmy z całkiem sporą przyczepką bagażową. Do normalnego kampera by to po prostu w takiej ilości nie weszło. Wtedy nie weszło, no. Aczkolwiek... Na promach można zaoszczędzić. Można zaoszczędzić na drogach AutoPASS-em. Tak.

Na tych połączeniach darmowymi promami to naprawdę można sobie sprawdzić na wyrost. Na kempingach zdecydowanie. Nie, nie, nie. Bo tu się w ogóle nie opłaca. Nie, nie, nie, nie opłaca, tak. No my oszczędzamy też na mięsie, które jest tutaj bardzo drogie. No ja nawet nie patrzyłam. Ja patrzyłam na kiwi kurczak, filet kurczaka 176 koron. Czyli kilkadziesiąt złotych. A w Polsce jest... My nie jemy mięsa. Ja nie jem go od nastu lat, więc nie powiem na ile jest w Polsce. Ale... No w każdym razie... A wegańskie produkty są tu dostępne. O właśnie, to w sumie też jest dość ważna informacja. Bo tego nie mogliśmy znaleźć nigdzie indziej. Na tym co prawda nie można zaszczędzić, bo takie wegańskie, gotowe produkty są wszędzie drogie. I w Polsce... Najdroższe chyba we Francji były, nie? We Francji. No...

W Polsce są w sumie dość tanie, bo w tym momencie są dość popularne firmy jak Dobra Kaloria, czy nawet mięsne firmy jak Sokołów robią z gruntu dobre te opcje wegańskie. I w Polsce jest stosunkowo tanie, no ale zazwyczaj jak już są wegańskie produkty, to są takie gotowe na przykład zamienniki mięsa. Jak wszystko gotowe to będzie drogie. I tu też jest to stosunkowo drogie. Dajmy na to 4 wegańskie burgery kosztują koron 70 chyba. Trwa? 72 korony? 70 koron, no czyli to jakieś 25 zł. Czy to jest drogo? Na 4 burgery po 7 zł za burgera? Dla mnie? Znośnie. W Polsce dobrej kalorii kupimy za 10 zł 2 burgery, więc to nie jest wiele drożej. I co jest bardzo fajne, jeśli chodzi o wegańskie produkty, produkty mrożone w tym, burgery, bo mięsnych nie będziemy mówić, bo nie jemy, i poza tym są dostępne, ale nie ma lad z mięsem, są wszystkie spakowane.

Tak, wszystkie są pakowane. Nie widzieliśmy w ogóle. Warzywa też są pakowane w plastikach, żeby nie było. Tak, i trzeba się przyglądać, czy na pewno są świeże. W szczególności w samoobsługowych sklepach widziałem raz lodową sałatę, która była w masakrycznym stanie. Ale Ty nie musisz iść daleko, kupowałeś maliny i tego samego wieczoru już były spleśniałe. Tak, a jeszcze w sklepie zdążyłem je wymienić, bo jak zajrzałem pod malinę, to już była spleśniała. Także świeżość tych produktów jest średnia w mojej opinii. Tak. Ale mówimy o najtańszych sklepach, które nie biją się tutaj tak o klienta jak Lidl z Biedronką i ta jakość nie jest taka wyśrubowana raczej. Dobra, tak. Nie widzieliśmy tutaj, żeby te sklepy zabiegały jakoś o naszą uwagę, puszczały fancy muzyczkę i w ogóle. Tak. Powinniśmy się cieszyć, że są. Powinniśmy się cieszyć, że są.

Tak, ale jeszcze wracając do tych wegańskich produktów, bo mi się wydaje, że o tym nikt nie mówi, a część ludzi nie je jednak mięsa. Większość. Już teraz. Część ludzi nie je mięsa? No dobra, większości, ale coraz więcej osób nie je. Nadal jesteśmy w mniejszości, coraz więcej osób nie je. To jeśli chodzi o mrożonki właśnie. Wegańskie burgery w trzech różnych opcjach. Czasami są Beyond Burgery. Jest też Garden Gourmet chyba to są te rzeczy, czy nie? Tak. To jest pod marką Nestle. Właśnie z wegańskimi produktami. W sumie to gdzieś mam pod ręką chyba tutaj w tym. Jest Garden Gourmet? To ma strasznie podobne opakowanie, ale to nie jest Garden Gourmet. Zresztą. Czyli to nie jest dokładnie to? No w każdym razie właśnie takie wegańskie kawałki białkowe a la kurczak są też praktycznie w każdym sklepie. I taki granulat a la mięso mielone też.

Czyli produkty mrożone. Uwaga, praktycznie nie do kupienia są rzeczy na kanapki. Wegańskie smarowidła, wegańskie sery takie żółte. Da się kupić, ale też w co trzecim sklepie. Wegańskie plastry takie kanapkowe a la wędlina. Kupiliśmy w jednym sklepie i nie widzieliśmy nigdzie później indziej ich. I były absurdalnie niesmaczne. Także pod tymi względami takich produktów do przekąszenia się jest źle i jest mało. Mleka sojowe, śmietany sojowe da się kupić. Mleka sojowe w każdym sklepie, śmietany sojowe w co drugim powiedzmy. I też mówię o Remie i Kiwi. Po prostu nie zawsze są. No i co jeszcze? Z takich wegańskich rzeczy tyle. Więcej nie ma. Także da się kupić właśnie te mrożone rzeczy i to w każdym sklepie. Czyli w każdym sklepie coś się znajdzie. Ale tego nie ma dużo, nie ma wyboru. W Polsce jest 100 razy więcej.

Byliśmy w Finlandii, wtedy to w ogóle było rewelacyjnie. Mówimy o Helsinkach. No tak, byliśmy w dużym markecie w Helsinkach, ale byliśmy też na stacji benzynowej, gdzie nawet chipsy w Finlandii były oznaczone wegańskie, niewegańskie. Także w Finlandii było, chociaż w Finlandii byliśmy za krótko, żeby oceniać. No dobra, to było Norwegii. No i właśnie cenowo to jest podobne do tych. To troszeczkę droższe jak w Polsce. Co jeszcze chciałaś powiedzieć o oszczędzaniu? A że nasi znajomi a propos mięsa i białka, to zaopatrzyli się w wędki. I w sumie to jest dość popularne tutaj. A tak, bo w morzu można łowić bez licencji. Bez licencji trzeba mieć tylko sprzęt i dużo cierpliwości, jakieś umiejętności. Wędkę w norweskiej Jula można kupić za półdarmo, w okolicach 100 zł za gotową wędkę. W każdym sklepie są te haczyki? No te różne sprzęty.

Ja się nie znam, ale ogólnie... Ale dużo ludzi łowi, to jest bardzo popularne. Dużo ludzi też jak widzieliśmy po znajomych czy innych ekipach na Instagramie. Udaje im się łowić z mniejszym czy większym doświadczeniem. Ale łowią. Więc na tym na 100% się da zdrowo zjeść i... Tak. I przeoszczędzić. I przeoszczędzić. Tak, to na pewno jest dobry tip. Tylko, że to dotyczy się właśnie fiordów i morza, a na wodach śródlądowych trzeba mieć licencję. Są campingi, w których można też... Są typowo rybackie campingi, gdzie jest też miejsca do... Łowienia. I do wypływania. Do wypływania właśnie. Tak. Można sobie... Ja na to patrzyłem głównie, stąd to wiem, że można było sobie łódkę wynająć. Ale najczęściej trzeba było wynająć na cały dzień. Także niespecjalnie fajne. Ale to to... Chcesz by sobie tak się pobujać? No i tyle. Zależy.

Może nie namawiajmy ludzi do jedzenia tych ryb, skoro ich nie jemy. Tak. Można tym zaoszczędzić, ale... No... To zależy. No... Campingi, jakieś tam jedzenie, nie jedzenie. To zależy każde od własnego tam budżetu i nastawienia. No i właśnie jadąc w sumie przez Finlandię, Litwę, Łotwę i Estonię, to na drogach. Bo we wszystkich tych krajach są z Afriko drogi. A, to prawda. Dopiero w Norwegii. Dopiero w Norwegii są te drogi. Jeśli... No jeśli na południu nie będzie absurdalnie dużo tych płatnych dróg, czy się zapowiada, że będzie, no to jest tanie, w Norwegii też. Więc na drogach zdecydowanie można zaoszczędzić. To prawda.

Podsumowanie i odczucia

No i kończąc już nasze odczucia i podsumowanie po tych dwóch miesiącach podróży po tym kraju, no ja ogółem mam fajne, bardzo dobre odczucia. Mi się tutaj bardzo podoba, tu jest pięknie, chociaż już trochę ten krajobraz zaczynał nudzić. No tak teraz się znowu obudziło, to coś, jakieś uczucie wow. Ale ja bym mogła tu wrócić. To jest kraj, do którego zdecydowanie mogłabym wrócić. No jeśli chodzi o mnie to tak samo. Na pewno nie żałujemy pod żadnym wypadkiem przyjazdu tu. Było super, jest przepięknie. Chociaż rzeczywiście krajobraz w szczególności na północy, gdzie jest mało drzew, pusto, fiord, morze, góra, fiord, morze, góra... Jest obłędne. Jest obłędne, ale jest tak samo. Przez półtora miesiąca mieliśmy ten sam krajobraz.

Zdążyło nam się delikatnie to znudzić, ale być znudzonym pięknymi krajobrazami to nie jest najgorsze co może się zdarzyć. Jeśli chodzi o Finlandię, nas mega zaskoczyła pozytywnie. No a tam musimy... Tam się naprawdę czuliśmy tak bardziej polsko, bo były lasy i jeziora, co bardzo lubimy w naszym polskim klimacie. I musimy tam wrócić koniecznie, bo jest ogromna i też równie pusta. Podobało nam się też bardzo to, że jest pusto na Norwegii na północy. Im niżej na południe tym to nam się troszeczkę mniej podoba, ale z drugiej strony. W porównaniu do Polski brakuje tu takich rzeczy typu convenience. O ilościach sklepów typu Żabka w ogóle możecie sobie pomarzyć. Do sklepu trzeba dojechać, trzeba jeszcze sprawdzić. Zaplanować w ogóle. Tak, tak, tak.

Tutaj po drodze do tego miejsca, gdzie teraz stoimy, to musieliśmy godzinę wcześniej zajechać do sklepu, bo inaczej to byśmy musieli do niego płynąć promem. Także w ogóle do sklepu. Ja nie mówię, że do jakiegoś super wielkiego supermarketu, żeby zrobić po prostu większe zakupy i kilka dni. Nie mieć co jeść. Także pod tym względem to potrafi być upierdliwe, jak jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że wszystko jest pod ręką. Nie ma tu Amazona, nie ma tu InPostu. Nie zamówimy do paczkomatu, pomimo że Poczta Norweska ma paczkomaty. To sprawdzaliśmy kilka norweskich sklepów. W końcu ich nie kupiliśmy, bo żaden z tych sklepów, gdzie znaleźliśmy te rzeczy, które chcieliśmy, nie wysyłał do paczkomatów, pomimo że je tu mają.

Także pod tym względem jest to naprawdę dziwne i ten rynek jest niesamowicie zamknięty i w sklepach właśnie ten wybór jest bardzo ograniczony. Wchodzicie po prostu setny raz do sklepu, w którym jest ten sam asortyment, nie ma nic nowego. Wiecie co będzie. Wiecie co będzie, wiecie co zjecie, bo jest po prostu to samo. Jasne, że my mamy też ten asortyment znacznie bardziej ograniczony, jeśli nie jemy mięsa. A ja w ogóle produktów odzwierzęcych. Ale to jest trochę męczące na dłuższy dystans. Zaczynamy, za dwa dni chyba zaczynamy, czy już, czy jutro? Chyba jutro. Zaczynamy trzeci miesiąc i to po takim czasie jest męczące. I trochę pogoda też już. Pogoda też tak. Znaczy my też nie nastawialiśmy na jakieś duże słońce, ale... My też trafiliśmy na rewelacyjną pogodę. Tak, wzięliśmy zimowe rzeczy i rzeczy przeciwdeszczowe.

Jesteśmy przygotowani, ale trochę męczy. Ale w tym momencie drugi tydzień pod rząd pada codziennie. Trochę to męczy. I pada coraz więcej. Szczerze powiedziawszy mnie, taka deszczowa pogoda męczyła bardziej w Hiszpanii i Portugalii, jak nas złapały deszcze. Bo tam się spodziewałem słońca. A tu się spodziewałem deszczu, więc to nie męczy aż tak bardzo. Może być racja, no. Ale od czerwca do końca lipca mieliśmy super pogodę. Były nawet upały. Było nawet nieznośnie gorąco. Było cieplej niż w Polsce na tamten moment. Byliśmy za kołem podbiegunowym i było 26 stopni w cieniu. Także było po prostu rewelacyjnie ciepło. Dla mnie nawet za ciepło. Bo przyjechałem tu dla chłodku właśnie, a nie żeby się gotować. W tym momencie temperatura jest super. W nocy jest koło 8 stopni, w dzień jest koło 15 stopni. Także super.

Właśnie jest rzeźko i przyjemnie, no tylko troszeczkę za bardzo pada. Psy przychodzą nam do kampera kompletnie mokre notorycznie. My przychodzimy mokrzy, to trzeba wszystko suszyć. No jesteśmy do tego przyzwyczajeni, ale zrobiło się już tak szaro i powoli depresyjnie i smutno. Tak. I już tak prawdopodobnie będzie. Jak byłem właśnie w barbershopie strzyc się, to od fryzjerki właśnie usłyszałem, że to, że w ogóle były takie upały, to to anomalia. Tutaj lata nie bywają takie gorące, że świetnie trafiliśmy, no a że dalej będzie tylko właśnie ciemniej, szarzej. A no i tak, teraz już się nam skończyły białe noce, bo o tym nie wspomnieliśmy. W Norwegii są białe noce, jest światło non stop, w środku nocy po prostu słońce w ogóle nie zachodzi. To jest mega, wtedy ma się mega dużo energii do działania. No tutaj jest taka anomalia dla organizmu.

Jest anomalia dla organizmu, trzeba się łapać na tym, żeby sprawdzać tą godzinę, bo nagle zauważyliśmy, że normalnie chodziliśmy spać o 22.00. Później powiedzmy, o kurde, wpół do pierwszej, a nawet się nie zorientowaliśmy. Organizm już to potrzebuje, czujesz, że jesteś trochę zmęczona, ale nadal nie wytwarza się melatonina i po prostu musisz sobie stworzyć. No tak, trzeba sobie zadbać o to, żeby mieć bardzo dobrze zaciemnionego kampera. My mamy wszędzie rolety zaciemniające, ale nie mamy w toalecie i też drobne światło z toalety docierające gdzieś przez jakieś zakamarki powodowało, że w środku właśnie sezonu na białe noce, w środku lipca, naprawdę był półmrok w kamperze, a nie kompletnie ciemno i średnio dobrze się przy tym spało.

Mimo tego to i tak jest super sprawa, bo bardzo fajnie móc sobie pójść się przejść o północy albo o pierwszej w słońcu. Także to jest coś, czego trzeba doświadczyć, chociażby dlatego warto tu przyjechać. Także ogółem warto tu przyjechać na 100 tysięcy procent. My polecamy. Jest parę minusów, ale bardzo polecamy. Pewnie tu wrócimy, więc dawajcie znać jak będziecie chcieli jechać. Może się spotkamy. Spotkaliśmy się z wieloma Polakami po drodze, pozdrawiamy wszystkich. No i tyle. Widzę, że nie macie pytań, także kończymy, co? Kończymy, tak. No to dzięki za dziś, do zobaczenia na kolejnej sesji. Na pewno damy znać kiedy będziemy znali datę, bo jeszcze chyba nie znamy, tak? Jeszcze nie znamy. Ok, dobra. Plus minus za miesiąc, się widzimy jeszcze raz. Cześć. Cześć, trzymajcie się.